Stowarzyszenie

Klub Miłośników Dawnych Militariów Polskich

Istnieje od 1965 roku

 

Bagnety tulejowe XX wieku – skrót wykładu w dniu 17 stycznia 2022 r.

Umowny podział ówczesnej broni na trzy okresy XX wieku:

– okres do 1914 roku, łącznie z latami I wojny

– okres modernizacji z wykorzystaniem doświadczeń z lat Wielkiej Wojny i II wojna

– okres po roku 1945 do współczesności.

Okres pierwszy charakteryzuje się przeniesieniem taktyki i broni z XIX wieku w nowoczesny świat współczesny. Zmiany w uzbrojeniu i taktyce nastąpiły bardzo szybko, bo zderzenie dziewiętnastowiecznych doświadczeń z dwudziestowieczną rzeczywistością było bardzo bolesne.

W opracowaniu z okresu międzywojennego znalazłem wynurzenia francuskiego oficera, który stwierdził : gdyby mój kolega dostał się do niewoli w pierwszych dniach wojny i uciekł po czterech latach, to po powrocie do oddziału nie rozumiałby niczego z naszej taktyki i nie umiał posługiwać się bronią. Nie mógłby dowodzić.

Indywidualna broń strzelecka i jej bagnety pochodziły z końca XIX wieku. Wówczas nastąpiło wielkie przezbrojenie armii europejskich. Przypomnijmy największe potęgi:

Niemcy karabin Mausera 1898

Austro-Węgry karabin Mannlichera 1895

Rosja karabin Mosina 1891

Francja karabin Lebela 1886

Generalnie modernizowano broń strzelecką między innymi przez zmniejszenie jej kalibru i zwiększenie jej szybkostrzelności przez wprowadzenie magazynków – rurowych i pudełkowych oraz przez inne usprawnienia.

Modernizacja broni dotknęła również bagnety.

W dziedzinie broni białej piechoty dominowały wówczas bagnety z rękojeścią, na ogół krótkie, typu nóż. Powiązanie tradycji z nowymi trendami prezentowała Francja, która uzbroiła swoją piechotę w długie bagnety szpady, na wzór tulejowych, ale z rękojeścią. W odpowiedzi w Niemczech wprowadzono bagnety wz.1898, długie i wąskie głownie nożowe, jednosieczne, podatne na uszkodzenia mechaniczne.

Klasyczne bagnety tulejowe pozostały w uzbrojeniu armii rosyjskiej i częściowo angielskiej, głównie wojsk kolonialnych (wz.1895). W innych armiach bagnety tulejowe trafiły najpóźniej w latach osiemdziesiątych XIX wieku  do magazynów, albo na złom, albo na rynek, także kolekcjonerski.

W Anglii nie rozwijano takiej konstrukcji, natomiast konstruktorzy rosyjscy wprowadzili dwa modele bagnetu tulejowego na początku nowego stulecia. Obydwa powstały na bazie bagnetu wz.1891 Mosin.

Sytuacja zmieniła się podczas konfliktu zbrojnego, po roku 1914.

Po pierwsze Rosja wydobyła z magazynów stare, jednostrzałowe karabiny  Berdana z lat siedemdziesiątych XIX wieku, oczywiście z ich tulejowymi bagnetami.

Po drugie państwa centralne zdobyły w froncie wschodnim setki tysięcy karabinów Mosina i Berdana i uzbroiły nimi własne oddziały. Bagnetów było mniej niż karabinów i obydwa państwa wprowadziły – obok bagnetów oryginalnych – własne modele bagnetów tulejowych do zdobycznej broni. Bagnet austro-węgierski ma kształt klasyczny bagnetów tulejowych: tuleja, ramię i głownia; natomiast bagnet niemiecki tzw. „landwehry łódzkiej”, to tuleja i głownia bez ramienia, czyli kształt  odbiegający od klasycznego. Zarówno bagnety rosyjskie nowych modeli, jak i bagnety austriacki i niemiecki to obecnie są rarytasy kolekcjonerskie, osiągające adekwatne ceny. Ale jest ich bardzo mało. Np. bagnet „landwehry łódzkiej”    zlokalizowałem jeden w Polsce i jeden w Niemczech. Obydwaj kolekcjonerzy udostępnili fotografie do mojej publikacji.

Reasumując podczas I wojny światowej bagnety tulejowe znajdowały się w uzbrojeniu armii brytyjskiej, rosyjskiej, austro-węgierskiej i niemieckiej, a także wojsk bułgarskich i czarnogórskich (kupione od Rosji wz.1891). Oczywiście formacje polskie, począwszy od tzw. Legionu Puławskiego były uzbrojone także w taką broń, podobnie jak i niektóre oddziały Legionów, w służbie cesarskiej.

I jeszcze należy wspomnieć o niemieckich modelach bagnetów zastępczych utworzonych na bazie historycznych bagnetów tulejowych. Wykorzystano bagnety nawet z XVIII wieku przez amputację tulei i ramienia i osadzenie głowni w metalowej rękojeści dostosowanej do karabina wz. 1888 lub 1898. Zniszczeniu uległo w ten sposób tysiące bagnetów tulejowych z XVIII i XIX wieku. Na naszym rynku kolekcjonerskim to są obecnie rarytasy. Cenowo też.

 

Okres międzywojenny i II wojna światowa. Po pierwszej wojnie zmieniła się mapa Europy, z grona potęg zniknęło Cesarstwo Habsburgów, powstało kilka nowych państw. W państwach Europy Zachodniej dominowała myśl pacyfistyczna i strategia obronna, Niemcy były rozbrojone, ale pałały żądzą odwetu, Wielka Brytania wyprowadzała się z kolonii, a Rosja budowała komunizm. Wszystkie te państwa otwarcie lub pod przykrywką pracowały nad udoskonaleniem broni, także strzeleckiej. Powstawały nowe modele karabinów piechoty, zbrojono żołnierzy w broń maszynową, indywidualną i zbiorową. Oczywiście bagnety także ulegały procesowi zmian.

W okresie międzywojennym bagnety tulejowe znalazły się w uzbrojeniu armii tylko w kilku państwach. Wymieńmy je: Bułgaria, Czarnogóra, Finlandia, Wielka Brytania,  i Związek Socjalistycznych Republik Rad. W ostatnim kraju nadal w uzbrojeniu piechoty królował karabin Mosina z długim czterograniastym bagnetem tulejowym, ale od roku 1930 o zmienionym systemie połączenia z lufą. Karabiny konstrukcji Mosina – różnych typów – były wówczas podstawową bronią strzelecką armii radzieckiej. Podczas II  wojny powstały nowe modele tej broni, wprawdzie nieoficjalne, ale zasługujące na uwagę.

W Wielkiej Brytanii, po roku 1918 wycofano bagnet tulejowy wz.1895, pozostały duże i małe bagnety nożowe z rękojeścią, ale równocześnie prowadzono prace konstruktorskie nad lżejszym modelem bagnetu i tak powstał tak zwany popularnie „gwóźdź”, który można osadzić zarówno na karabinie Enfield, jak i na pistolecie maszynowym Sten. Podczas wojny powstało kilka nowych odmian tego bagnetu, a zasadnicza zmiana konstrukcyjna polegała na odstąpieniu od kosztownego frezowania głowni (czterograniastej), na rzecz owalnego, zaostrzonego pręta.

 

W okresie podczas i po II wojnie światowej rosyjskie karabiny Mosina wz.1891/30 z bagnetami tulejowymi występowały krótko także w innych armiach świata: podczas wojny – Finlandia, Polska – i po jej zakończeniu – Chiny, Korea Półn., Węgry, Bułgaria, Rumunia, Albania, Czechosłowacja. Wyparł je karabinek Mosin wz.1944 z bagnetem składanym, a kolejno karabinek Kałasznikowa.

Przy okazji w jęz. rosyjskim polskie słowo „karabin”, odpowiada znaczeniu rosyjskiego słowa brzmiącego: „wintowka”, a polska nazwa „kbk” odpowiada rosyjskiemu „karabinowi”.

Po przyjęciu do uzbrojenia broni konstrukcji wz.1944 i kolejno broni Kałasznikowa Rosja nie powróciła do bagnetów tulejowych, natomiast w latach sześćdziesiątych XX wieku znalazły się one w uzbrojeniu i ofercie handlowej Francji, Szwajcarii, Belgii, Wielkiej Brytanii, Izraela (kar. aut. Galil) i Republiki Afryki Południowej. Taką broń zakupiła również Argentyna.

O modelach bagnetów powstałych w tym czasie możemy mówić, że są to w większości produkty nowoczesnej myśli konstruktorów, które z wizerunkiem klasycznego bagnetu tulejowego nie mają wiele wspólnego. Obecnie mamy do czynienia z bagnetami- sztyletami, w których tuleje pełnią funkcję rękojeści. Dla lepszego uchwytu tuleje są pokryte warstwą tworzywa i mają karby na uchwycie i kształt wyprofilowany. Mogą pełnić rolę  bagnetu, może to być tzw. „nóż bojowy” dostosowany do osadzenia na lufie – podkreślam tę w gruncie bezsensowną nazwę, bowiem niestety chleba tym się nie ukroi. Wśród obecnych konstrukcji wyróżnia się zdecydowanie model angielski wz.1980, dostosowany w połączeniu z pochwą do pełnienia roli narzędzia wielofunkcyjnego.

 

Wróćmy do bagnetów systemu Mosina, które są w pewnym sensie symbolem broni pierwszej połowy XX wieku. Bagnety do karabinu Mosina to temat na osobny wykład. Ograniczę się do wskazania ewolucji, jaką ta broń przechodziła. Pierwszy model bagnetu, jest osadzany tuleją na lufie i po odpowiednich manipulacjach, blokowany przy pomocy obrotowego pierścienia. Można stwierdzić, że jest to model klasyczny, ale czterograniasta głownia przylega bezpośrednio do tulei, bez ramienia łączącego. W okresie trzech pierwszych lat wdrażania produkcji w fabrykach rosyjskich ulokowano zamówienie we Francji w fabryce broni w Chatelleroult – na karabiny i bagnety. Drobne różnice konstrukcyjne między bagnetami francuskimi i rosyjskimi widoczne są po ułożeniu bagnetów obok siebie. Na kołnierzu wlotu są charakterystyczne francuskie znaki – romby z wpisanymi literami.

W 1905 roku kapitan Modrach przedstawił projekt bagnetu połączonego z urządzeniem do przecinania drutu. Wdrożono produkcję. Ten bagnet w niektórych opracowaniach nosi nazwę „scytyjski” lub też „wz.1910”. W Polsce kompletny z urządzeniem do przecinania drutu znajduje się w Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy. Rarytas.

W 1911 roku pojawił się bagnet konstrukcji płk. Gulkiewicza, przeznaczony dla kawalerii, ze składaną głownią. Nie wyszedł z fazy eksperymentu, chociaż uzbrojono w niego kilka pułków kozackich i szkoły wojskowe. Był zapewne kosztowny w produkcji i może kłopotliwy w praktycznym stosowaniu, z uwagi na podatność na zanieczyszczenia. .

Kolejną i ostatnią już zasadniczą zmianę przyniósł rok 1930, kiedy pierścień blokujący zastąpiono przyciskiem na sprężynie.  Powstały wówczas dwa nowe modele bagnetu Mosina – z osłoną muszki umieszczoną na tulei i model drugi, przyjęty do produkcji, bez tej osłony, która pozostała na lufie. Znane są nazwiska konstruktorów – Kabakow i Komarnicki.

Podczas wojny produkowano w oblężonym Leningradzie bagnety zastępcze – połączenie tulei bagnetu 1891 z nożową głownią, różnej długości. Głownie na ogół pochodziły z bagnetów Tokariewa wz.1938 i 1940, ale też z niemieckich bagnetów 84/98/. Podobną broń produkowano w Twerze. Te bagnety noszą rosyjską nazwę „blokadniki”, która przyjęła się także wśród polskich kolekcjonerów.

Uwaga. Wbrew krążącym opiniom ani karabinów wz. 1891/30, ani bagnetów do nich przeznaczonych nie produkowano w Polsce. Natomiast po 1945 roku taką bron produkowano w fabryce w Budapeszcie w latach 1950-54; w Albanii w 1961; Rumunii w 1955, w Czechosłowacji w 1955 wg rosyjskich opracowań.

 

W Rosji karabiny Mosina i ich bagnety produkowano w Tule, Iżewsku i Siestroriecku.

Tuła pieczętowała się znakiem młotka do 1928 roku a później znakiem gwiazdy. Iżewsk: rysunek łuku ze strzałą (do 1928 r.), kolejno strzała wpisana w trójkąt – duży; a po 1931 r. taki rysunek, tylko mały. Obydwa znaki chyba stosowano wymiennie.

Znak Siestroriecka, to wizerunek strzały.

Podczas I wojny rząd carski ulokował w amerykańskich fabrykach zlecenie na produkcję karabinów i bagnetów wz.1891. Część wyprodukowanej broni dotarła do Rosji, a część zatrzymano ze względu na rewolucję rosyjską. Broń produkowano z pewnymi kłopotami technicznymi w Remington Arms i New England Westinghouse oraz w małych wytwórniach powiązanych z nimi – Fayett R.Plumb.

Remington zostawił ślad w postaci litery R w kolistym obrysie, a Westinghouse znakował serie literą z boczną strzałką. Warto bagnety wz.1891 oglądać uważnie przy kupnie. Można jeszcze trafić okazyjnie na produkt francuski czy amerykański, a i bagnety rosyjskie z dobrze widocznymi znakami producenta są pożądane w kolekcji.

Również podczas I wojny bagnety wz.1891 wzorowane na oryginałach produkowano w Wiedniu – znak E.A.IX. Z dokumentacji fotograficznej wynika także, że w armii austro-węgierskiej stosowano bagnety z głowniami skróconymi, a także  spłaszczonymi. W armii niemieckiej znakowano bagnety oryginalne zdobyte podczas walk i skierowane na uzbrojenie armii czynnej. np. napisem „Deutschland” lub”Ost”.

Rosyjskie opracowania przynoszą informację o znakowaniu wskazującym na przydział wojskowy bagnetu w armii carskiej. Znaki umieszczano na kołnierzu wlotu tulei. To nie było powszechne – nie spotkałem tak oznaczonego bagnetu w swojej kolekcjonerskiej przygodzie.

Podczas II wojny światowej remontowano także bagnety wz.1891/30, co dobitnie świadczy o kryzysie materiałowym. Zakład w Tbilisi miał wówczas symbol w postaci koła wpisanego w trójkąt dot. modelu 1891/30. Bagnety po remoncie znakowano odciskiem rysunku: kwadrat z przekątną, (dot. oczywiście bagnetu wz. 1891/30). Produkcja wojenna wyróżnia się mało starannym wykonaniem i obróbką – pamiętajmy, że tę pracę wykonywali młodociani uczniowie szkół technicznych, w prymitywnych warunkach, gdzieś za Uralem.

Wielka Brytania – „gwóźdź”.  Nowy model lekkiego bagnetu przygotowano w Anglii w latach trzydziestych – jest to czterograniasty szpikulec, długości ok.200 mm, osadzony w korpusie zawierającym tuleję i urządzenie blokujące.  Ten bagnet nosi oznaczenie No4 MKI. Trudno uznać, co konstruktorzy mieli na myśli, bo jako broń ten bagnet jest wątpliwy, jako narzędzie także, a przydatności w życiu żołnierza nie ma. Wykorzystywano go jako mackę saperską w połączeniu z trzonkiem kilofa bądź łopatki w wyposażeniu saperskim żołnierzy.  Podczas wojny dążąc do zmniejszenia kosztów zaprzestano frezowania głowni na rzecz owalnego pręta i takich bagnetów wyprodukowano miliony w fabrykach angielskich i amerykańskich. Jakaś ich ilość leży w skrzyniach w ładowniach zatopionych statków na dnie oceanu i morza Północnego. Dużo takich bagnetów jest w obrocie kolekcjonerskim, ale różnią się radykalnie cenami od pierwszej serii z głowniami graniastymi.

W produkcji wojennej poszukiwano najtańszych rozwiązań technicznych, co zaowocowało nowym sposobem osadzenia pręta głowni w tulejce-gnieździe obudowy, a w innej wersji utworzeniem monolitu – z jednego kęsa – głowni i obudowy głowicy.

Uwaga. Fachowa literatura angielska donosiła o podrabianiu modelu No 4 MKI, przez frezowanie głowni kolejnych odmian. Praktyczna rada. Zwracać uwagę na oznakowanie – oryginały to No 4 MK I, wyraźnie i czytelnie wypisane na ściance obudowy tulei. Znaki takie zatarte, bądź przebijane są podejrzane. Bagnetów typu „gwóźdź” jest kilka modeli, mniej lub bardziej udanych wizerunkowo. W 1949 w Anglii nadano głowniom kształt noża, i w takiej postaci znalazły się w Afryce Południowej, oznaczane jako model z roku 1960 z przeznaczeniem do UZI.

W bagnetu typu „gwóźdź” byli uzbrojeni również polscy żołnierze na terenie Anglii i II Korpusu we Włoszech.  Po wojnie kontynuowano tę serię, do lat pięćdziesiątych

 

Począwszy od lat sześćdziesiątych konstrukcje bagnetów tulejowych przybrały  nową formę – tuleja tworzy rękojeść, a głownia jest krótka około 200 do 300 mm. A więc jako bagnet na lufie, jako sztylet w ręku. Najsłynniejsza i najbardziej popularna jest konstrukcja belgijska z roku 1963 przeznaczona do karabinka szturmowego pozostającego w uzbrojeniu wojsk NATO (CAL). Blokada przy pomocy listwy stalowej. Taki bagnet występował praktycznie we wszystkich – poza Francją i Włochami – europejskich armiach NATO.

Kolejny model to szwajcarsko-francuski (SIG 530) z blokadą w formie zacisku. Powstał w Szwajcarii, a od 1977 produkowano go  także we Francji.

I wreszcie angielski bagnet wz.1980 – ostatni znany mi model bagnetu tulejowego, blokowany przy pomocy sprężyny – stosowany praktycznie w walkach w Iraku i Afganistanie.  Wcześniej bagnety angielskie były w boju podczas wojny o Falklandy w 1982 roku pomiędzy  Wielką Brytanią i Argentyną.

 

Pochwy. Pamiętamy, że w XVIII i na początku XIX wieku nie wszystkie modele bagnetów tulejowych noszono w pochwach. Ta swoista moda była kontynuowana w Rosji także w XX wieku. Bagnety z XIX wieku powszechnie noszono w pochwach ze skóry z mosiężnymi bądź stalowymi okuciami. Z biegiem czasu zmieniał się materiał, z którego wytwarzano pochwy. Wspomniany bagnet angielski z roku 1895 miał klasyczną pochwę skórzaną z mosiężnymi okuciami.

Interesująca jest natomiast historia pochew do bagnetu Mosina z 1891 r. Wymieniam w liczbie mnogiej, bo było ich kilka. Wypada zacząć od stwierdzenia, że bagnet towarzyszył karabinowi od etapu produkcji, a cena obydwu była łączna. Ale pochwę należało zamówić oddzielnie i oczywiście za nią zapłacić. Tak, jak to było w XVIII i na początku XIX wieku.

Zacznijmy od rosyjskiego oryginału. W wersji marszowej bagnety noszono na karabinie w pozycji bojowej, albo głownią wzdłuż łoża. Skórzane pochwy wydawano żołnierzom wychodzącym na przepustkę lub urlopowanym, którzy mieli prawo noszenia broni. Wyjątek stanowiły oddziały gwardyjskie i dragoni. Ci ostatni mieli bagnet w uzbrojeniu, w pozycji marszowej znajdował się w okuciach, na pochwie szabli. Kawaleria, uzbrojona w bagnety nosiła je w okuciach szabel, a kilka pułków kozackich – nie wszystkie – miały tytułem eksperymentu tzw. bagnety Gulkiewicza, ze składaną głownią, były one osadzone na stałe na karabinach. Po upowszechnieniu się w uzbrojeniu kawalerii karabinka wz.1938 nie przystosowanego do osadzenia bagnetu, ta broń wróciła do piechoty, a okucia na pochwie szabli pozostały puste. W okresie międzywojennym w armii radzieckiej wprowadzono pochwy brezentowe, ale zapewne nie było to powszechne, autorzy nie wszystkich opracowań o nich wspominają, widziałem tylko na fotografiach.

Rosyjskie pochwy skórzane są obecnie ewenementem na rynku kolekcjonerskim. Jest to płat skóry, połączony bocznym szwem przez całą długość. Przy wlocie jest pętla z wąskiego paska skóry przeznaczona do nasunięcia na pas. Sztych wzmocniono mosiężną gałką.

W armiach centralnych, które podczas I wojny posługiwały się zdobyczną bronią rosyjską stosowano pochwy metalowe – stalowe rurki, zasklepione na końcu, a poniżej wlotu wyposażone w zaczep w kształcie haka, do połączenia z żabką. Kształt haka informuje o pochodzeniu pochwy, bowiem odpowiada hakom na pochwach regulaminowych. Austro-węgierski jest w kształcie prostokątno-owalnym, a niemiecki ma kształt serka.

W Finlandii do bagnetów oryginalnych i własnej produkcji wz.1924 wprowadzono pochwy skórzane, wyposażone w charakterystyczny długi pasek opinający tuleję.

W Wielkiej Brytanii bagnety typu gwóźdź noszono w pochwach metalowych, a z czasem wykonanych z tworzywa sztucznego, które oczywiście były lżejsze. Przykład  daje bagnet wz.1949, do którego początkowo stosowano pochwy metalowe, a kolejno z tworzywa sztucznego.

W kolejnych – współczesnych nam modelach –  bagnety nosi się w pochwach z tworzywa sztucznego, z reguły połączonych trwale z zawieszeniem. Pewną odmienność stanowi angielski bagnet SA 80, który ma inne  pochwy o charakterze operacyjnym, czy jak kto woli bojowym  zbudowane z metalu i tworzywa sztucznego, a inne do garnizonowych wystąpień oficjalnych. Te ostatnie są utworzone z białej skóry, wzmocnionej miedzianymi okuciami. Jest też kilka rodzajów pochew kamuflażowych, wykonanych z tworzywa sztucznego.

Wywód o pochwach zakończę uwagą, którą wiele lat temu mnie początkującemu kolekcjonerowi przekazał Pan Kazimierz Werpachowski – łatwiej o bagnet, aniżeli pochwę do niego; i dalej: wszelkich bagnetów z XX wieku bez pochwy nie wolno wprowadzać do kolekcji. Ale oczywiście muszą być wyjątki i do nich należą rosyjskie bagnety wz.1891 i wz.1931/30.

 

Szermierka sportowa w ZSRR. Powszechne były sporty obronne, a szermierka  na bagnety była popularna nie tylko w wojsku, ale także w klubach sportowych i podczas regionalnych spartakiad. Do takich ćwiczeń produkowano imitacje bagnetów bojowych, oczywiście dostosowane do przeznaczenia, z elastycznymi głowniami i zaokrąglonymi sztychami. Dziękuję Koledze Krzysztofowi Szczegłowowi za demonstrację obiektów z Jego kolekcji.

 

PRZYSZŁOŚĆ. Po co żołnierzowi bagnet. Dyskusja trwa, a na ogół mądrzą się ludzie, którzy w wojsku nigdy nie służyli. Nie zamierzam włączać się do tego dyskursu. W mojej ocenie żołnierzowi potrzebny jest wieloczynnościowy nożo-bagnet. Z literatury przedmiotu wynika, że trwają prace nad nowym modelem, lekkim, poręcznym, praktycznym i bojowym. W US podobno trwają próby połączenia metalu z tworzywem, przyniosło konstrukcję bagnetu tulejowego zwanego „bagnetem nylonowym” – wg Grahama Priesta ! Obecnie jedynym bagnetem tulejowym pozostającym w uzbrojeniu jest angielski z roku 1980.

 

Literatura

Oczywiście bagnety tulejowe występują  w opracowaniach zbiorczych poświęconych historii bagnetów np. ciekawa praca Kulińskiego – „Bagnety mira”, ale wśród nich na czoło wysuwa się francuskie opracowanie ABC – „Atlas de la baionnette de Collecion” zawierające opis około dwóch tysięcy bagnetów. Autorem jest Jean Pierre Vial.

Opracowania specjalistyczne poświęcone tylko tej broni są oczywiście mniej liczne. Wymienię angielskie „Socket Bayonets” Grahama Priesta z 2016 r.; francuskie – „Les baionnettes a douille militaires francaises” autorstwa Pierre Renoux z 2018 roku  i polskie, mojego autorstwa z roku 2019, we wspaniałym wydaniu oficyny „NapoleonV”. Polecam..

 

 

Dziękuję za uwagę.

Maciej Prószyński

 

Przykłady ilustrujące bagnety tulejowe z XX wieku.

 

  1. Rosja. Bagnet konstrukcji kpt. Modracha z roku 1905 przeznaczony do karabinu wz. 1891. Bagnet w połączeniu z dodatkowa konstrukcją służył jako narzędzie do przecinania drutu. W opracowaniach, zwłaszcza autorów francuskich nosi nazwę „bagnet scytyjski” , a także jest oznaczany jako „wz.1910”.

2.Rosja. Bagnet konstrukcji płk. Gulkiewicza z roku 1911 (?) przeznaczony do kbk wz.1891 dla kawalerii. W pozycji marszowej głownię składano wzdłuż łoża. Próby trwały kilka lat – do I wojny światowej. Broń taka pozostała w uzbrojeniu niektórych pułków kozackich, szkół wojskowych, formacji granicznych.

 

  1. Niemcy. Okres I wojny światowej. Bagnet zastępczy z roku 1916 tzw. „landwehry łódzkiej”, przeznaczony do zdobycznych karabinów rosyjskich wz.1891.

 

  1. Związek Socjalistycznych Republik Rad. Bagnet wz.1891/30 wersja 1 z osłoną muszki, przeznaczony do karabinów wz.1891/30. Tego modelu nie wdrożono do produkcji.

  1. Związek Socjalistycznych Republik Rad. Bagnet wz.1891/30/42, zwany także „blokadnik” (oznaczenia nieoficjalne) przeznaczony do karabinu wz.1891/30, produkowany w Leningradzie podczas oblężenia tego miasta przez armię niemiecką.

  1. Wielka Brytania. Bagnet wz. No 4 MKI tzw. „gwóźdź” z głownią czterograniastą, blokada przy pomocy sprężyny spiralnej..

  1. Wielka Brytania. Bagnety wz. No 4 MKII i MKII* w wersji produkowanej podczas II wojny – głównie są owalne w przekroju. Blokada przy pomocy sprężyny spiralnej.

  1. Wielka Brytania. Bagnet wz. No 4 MKIII typu „gwóźdź”. Blokada przy pomocy sprężyny spiralnej.

  1. Wielka Brytania. Bagnet wz.1942 typu „gwóźdź”, blokada przy pomocy płaskiej sprężyny. Bagnet określa się także mianem „eksperymentalny”.

  1. Wielka Brytania. Bagnet z 1949 r. No 9 MKI. Głownia nożowa. Blokada przy pomocy sprężyny spiralnej.

  1. Belgia. Bagnet-sztylet do karabinka automatycznego, noszący symbol FAL 1963. Blokada przy pomocy płaskiej sprężyny. Tuleja jest zarazem rękojeścią.

  1. Szwajcaria. Bagnet-sztylet wz. SIG-530. Blokada przy pomocy zacisków w głowicy tulei, będącej zarazem rękojeścią.

Maciej Prószyński, styczeń 2022r.

 


Bagnety tulejowe – wykład w Stowarzyszeniu Klub Miłośników Dawnych Militariów Polskich

W dniu 18 października br podczas 476 (42) Zebrania Naukowego w Stowarzyszeniu miałem zaszczyt i przyjemność wygłosić prelekcję na temat „Bagnety tulejowe w okresie od XVII do XIX wieku” połączony z prezentacją kilkunastu różnorodnych egzemplarzy tej broni. Poniżej zamieszczam skrót prelekcji.

Historia. Bagnety tulejowe pojawiły się w wojsku w latach siedemdziesiątych XVII wieku, jako efekt poszukiwań broni białej piechoty mającej zastąpić niedogodne w praktycznym użyciu bagnety szpuntowe. I tym razem sięgnięto do doświadczeń wytwórców i użytkowników broni myśliwskiej. Bagnety szpuntowe trafiły do wojska w latach czterdziestych XVII wieku i stanowiły wówczas rewolucyjny przełom w uzbrojeniu piechoty, ale miały dwie wady „wrodzone”, a mianowicie stosunkowo słabe połączenie z muszkietem oraz wyeliminowanie tegoż, jako broni strzeleckiej przez zatkanie lufy. Te dwie niedogodności spowodowały konieczność poszukiwania innych rozwiązań, z których najlepszym okazała się tuleja – z głownią do kłucia – nasadzana na lufę, co pozwoliło zachować muszkiet jako broń palną. Rzecz oczywista, że obydwa rodzaje bagnetów (szpuntowych i tulejowych) występowały w uzbrojeniu równolegle obok siebie jeszcze przez kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat, ale nowe rozwiązanie konstrukcyjne rozpowszechniło się stosunkowo szybko w całej Europie. Wówczas także zapewne istniało szpiegostwo, a ponadto był to okres konfliktów na kontynencie, w którym nowe konstrukcje broni były natychmiast przejmowane przez partnerów i przeciwników. Do tego należy przypomnieć, że na początku XVIII wieku powstawały liczne armie narodowe, a jak kto woli „armie panującego”, które zbrojono już w ujednoliconą broń pochodzącą z królewskich manufaktur. Czasy rzemieślniczych producentów broni i „żołnierzy szczęścia” zaciągających się okresowo za żołd z własną bronią już minęły – rodziło się nowe zjawisko, które po latach teoretycy nazwą „imperializmem”.

Powstające duże armie potrzebowały dużo broni, w miarę prostej w obsłudze i łatwej w utrzymaniu. I dlatego stosunkowo szybko zniknęły skomplikowane muszkiety i towarzyszące im bagnety szpuntowe, a także piki, jako broń piechoty. Uprzedzając głosy krytyków  dodam, że broń drzewcowa typu piki i kosy powracała do wojska podczas powstań i rewolucji, gdy brakowało broni palnej lub nie zdążono nowych żołnierzy wyszkolić w posługiwaniu się taką bronią. Ale w regularnych armiach broń drzewcową piechoty odstawiono do magazynów, a w żołnierskich rękach pojawił się karabin z bagnetem tulejowym, jako broń podstawowa. Kończąc wątek historyczny należy zapamiętać, że bagnety tulejowe w uzbrojeniu wojska pojawiły się we Francji w ostatnim dwudziestoleciu XVII wieku  i stosunkowo szybko rozprzestrzeniły się w całej Europie.

Budowa. „Klasyczny” bagnet tulejowy składa się z trzech podstawowych elementów, a mianowicie: tulei, głowni i ramienia łączącego tuleję z głownią.

Tuleja. Podstawowym problemem, jaki musieli rozwiązać konstruktorzy była trwałość osady bagnetu na karabinie. Nasadzenie rury tulei na rurę lufy nie  daje satysfakcjonującego rozwiązania, dlatego od początku wycinano w tulei szczeliny z kanałami: pionowym i poziomym bądź kolejno pionowym, poziomym i pionowym. Na lufie karabinu, w pobliżu wylotu umieszczano czop z jej boku lub pod nią, na który nasuwano szczelinę tulei. Tuleje bagnetów z I połowy XVIII wieku mają wewnętrzną formę stożka, co wymagało swoistego „nabijania” bagnetu na lufę, ale umacniało osadę. Takie rozwiązanie było zapewne przyczyną dla której bagnety wojsk pieszych z reguły pozostawały na stałe na karabinach. Podkreślam „wojsk pieszych”, gdyż w pierwszym okresie XVIII spośród formacji konnych jedynie dragonia była uzbrojona w karabiny z bagnetami i ze względów oczywistych dragoni nosili bagnety w pochwach, które mocowano do pasa głównego.

Ówczesne pochwy to były z reguły drewniane tulejki, często obciągnięte skórą, bielone lub czernione z okuciami mosiężnymi lub żelaznymi. Z czasem tulejkę drewnianą zastąpiła konstrukcja szkieletowa obciągnięta skórą i wzmocniona metalowymi okuciami wlotu i zakończenia (trzewik).  W takiej postaci przetrwały pochwy bagnetów tulejowych do końca XIX wieku, a jedynie w USA wprowadzono pochwy metalowe. A kolekcjonerska uwaga brzmi: łatwiej o bagnet, aniżeli o pochwę do niego.

Wróćmy do tulei, jako elementu łączącego głownię z karabinem. W wieku XVIII wprowadzono kilka rozwiązań technicznych mających umocnić osadę na karabinie. W tym miejscu wspomnę tylko te, które przetrwały próbę czasu i towarzyszyły kolejnym pokoleniom żołnierzy przez długie lata. Połączenie bagnetu z lufą przy pomocy czopu i szczeliny było w miarę skuteczne, ale niezbyt trwałe dlatego też zastosowano elementy dodatkowe umieszczone na tulei bądź osadzone w łożu karabinu. Są to sprężynujące pręty – różnego formatu – ulokowane w łożu równolegle do lufy i dociskające tuleję, utrzymując ją we właściwym położeniu. Takie konstrukcje występują praktycznie do połowy XIX wieku.

Innym praktycznym rozwiązaniem jest umieszczenie dodatkowych elementów wzmacniających na tulei  jak na przykład pokrętła (śruby) dociskowe, metalowe listwy blokujące, czy też pierścień blokujący. Ta ostatnia konstrukcja wymyślona we Francji okazała się najskuteczniejsza i jako „francuski pierścień” przetrwała najdłużej, podobnie jak blokada na sprężynie spiralnej, zastosowana incydentalnie w Szwecji w latach siedemdziesiątych XIX (wz.67/1889) i powtórnie, już na masową skalę w XX wieku w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (obecnie Rosja) i Wielkiej Brytanii.

Głownia. Podstawowy, bo „bojowy” element bagnetu. Głowniom nadawano różnorodne formy trójkąta i czworokąta, co z jednej strony wzmacniało konstrukcję, a z drugiej ułatwiało użycie bagnetu w boju – nie wchodząc w szczegóły. Rzadziej stosowano formę pręta, bez krawędzi. Powyższa uwaga dotyczy broni piechoty liniowej i formacji konnych, natomiast tak bardzo poszukiwane przez kolekcjonerów duże i długie bagnety z głownią sieczną towarzyszyły broni strzelców i artylerzystów w XVIII i XIX wieku. To są interesujące konstrukcje, w których duże tuleje pełnią także funkcje rękojeści podczas posługiwania się bagnetem w walce czy tez podczas prac polowych. Należy wspomnieć jeszcze o amerykańskim bagnecie mającym głownię w kształcie łopatki, bardziej przypominającą kielnię. Obiekt poszukiwany przez kolekcjonerów i słusznie, bo chyba lepiej prezentuje się na ścianie, aniżeli służył żołnierzom.

Ramię łączące tuleję z głownią. Pierwsze bagnety tulejowe nie miały takiego elementu, co zagrażało zdrowiu żołnierza wprowadzającego ładunek przez lufę. W konsekwencji odchylano głownię od osi lufy tworząc w ten sposób przestrzeń do operacji „nabijania„ karabinu. Wprowadzenie elementu łączącego w postaci ramienia oddaliło niebezpieczeństwo zranienia dłoni żołnierza. Początkowo pręt łączący był dość długi, nawet do 50 mm, masywny i odkuty w sposób uwidoczniający krawędzie. Z czasem przybrał formę owalną lub okrągłą w przekroju. W miarę rozwoju broni palnej ramię łączące ulegało skróceniu bądź zanikało, jak np. w powszechnie znanych bagnetach rosyjskich wz. 1891 Mosin.

Oznaczenia. Na bagnetach tulejowych występują dwa rodzaje oznaczeń -związane z produkcją, w tym kontrolne oraz  związane z wojskiem. Ale nie zawsze i nie we wszystkich państwach. Oznaczenia na wczesnych bagnetach są bardzo oszczędne, z reguły jest to „znak kowala” umieszczony na nasadzie głowni, co obecnie nam nic nie mówi. Z czasem  rozwoju techniki, kiedy manufaktury ustępowały miejsca fabrykom (przemysłowi) producenci zostawiali więcej „śladów”, z których obecnie możemy odtworzyć nie tylko kto, gdzie, ale i kiedy z dokładnością do miesiąca. Jednak powtórzę: nie zawsze i nie wszędzie. Znaki producenta i kontrolera umieszczano najczęściej na nasadzie podstawy głowni trójkątnej w przekroju, bądź na tulei, a rzadziej na ramieniu łączącym.

Znaki wojskowe wskazujące przydział służbowy broni, a może raczej jej nosiciela umieszczano konsekwentnie w armii pruskiej, a później niemieckiej, w wojsku austriackim, duńskim, szwedzkim i angielskim (brytyjskim). Nie znajdziemy ich na broni rosyjskiej ani francuskiej. Najczęściej umieszczano je na tulei, ale nie jest to regułą.

I jeszcze uwaga na temat znaków na broni. W kolekcjonerskim żargonie przyjęło się określenie „bicia”, od którego bolą przysłowiowe zęby, a przecież łatwiej i lepiej brzmią słowa „znaki” bądź „oznaczenia” stosowane powszechnie w literaturze fachowej.

Wymiary. W katalogach zazwyczaj znajdujemy wymiary długości bagnetu, szerokości i grubości głowni u nasady, czasem także długość tulei i jej średnicę. Zwracam uwagę, iż wymiar długości głowni może być zawodny jako kryterium oceny modelu, bowiem jest ona podatna na mechaniczne uszkodzenia. Najdłuższy opisany przeze mnie bagnet tulejowy sięga 812 mm i pochodzi z Bawarii (wz.1822/29). Porównując poszczególne egzemplarze i poszukując wiedzy o konkretnym bagnecie tulejowym najlepiej kierować się wymiarami tulei – jej długością i średnicą wewnętrzną, zmierzoną przy ramieniu łączącym. Średnica tulei wczesnych bagnetów  jest z reguły dość duża i dochodzi nawet do 27/28 mm, a w miarę rozwoju broni palnej ulegała zmniejszeniu.

Na tę wielkość składają się rozmiar kalibru ówczesnego karabinu oraz grubość ścianki lufy, pomnożona przez dwa. Miarę pobieramy zawsze wewnątrz tulei.  Te dwa elementy, czyli długość tulei i jej średnica są z reguły niezawodnym miernikiem, przy pomocy którego możemy ustalić model bagnetu. A przy tym warto pamiętać, że wzorów bagnetów tulejowych jest kilkaset.

Bagnety tulejowe w boju. W XVIII i XIX wieku bagnety były bronią, o której często można poczytać w pamiętnikach i wspomnieniach weteranów, przy czym na czoło wysuwa się relacja „poszliśmy do ataku na bagnety, a przeciwnik po chwili wahania uciekł”. Tak i było zapewne, że strona bardziej agresywna odnosiła zwycięstwo bez boju. Ale są także liczne relacje mówiące o zaciętym boju na bagnety i kolby prowadzonym przez oddziały piechoty, czy też piechoty z kawalerią. Z czarniejszych kart  trzeba przypomnieć bagnety, jako broń służącą  do pozbywania się kłopotliwych jeńców czy też rannych przeciwników. Takich informacji znajdziemy wiele w pamiętnikach, ale już w opracowaniach są z reguły pomijane, zapewne z „wyższych” względów.

Kolekcjonerom musi towarzyszyć przekonanie, ze bagnety to była – i jest – broń bardzo groźna w skutkach, bowiem niszczy organa wewnętrzne rannego. Praktycznie nie ma możliwości udzielenia pomocy na polu bitwy żołnierzowi ranionemu lancą, pałaszem czy też bagnetem, chyba że są to rany powierzchowne. W uzasadnieniu do nadania głowni bagnetu wz.1886 (kb. Lebel) formy czterograniastej konstruktor napisał, że taki kształt ułatwia  przebicie grubego sukna munduru i rzemiennego oporządzenia. Komentarz jest zbędny. Dlatego bagnety najlepiej wyglądają na kolekcjonerskich ścianach i niech tam pozostaną.

Literatura poświęcona wyłącznie bagnetom tulejowym, choć zyskały one swego rodzaju status samodzielnych obiektów kolekcjonerskich jest uboga, a może bardziej elegancko: bardzo skromna. Napotkałem tylko dwie pozycje poświęcone wyłącznie bagnetom tulejowym, a mianowicie autorstwa Grahama Priest pt. „Socket Bayonets” (ang.) oraz pióra Pierre Renoux  „Les Baionnettes a Douille Militaires Francaises” (franc).  Oczywiście materiał dotyczący tej broni znajduje się w licznych opracowaniach ogólnych traktujących o bagnetach, a na czoło wysuwa się kilkutomowe dzieło pióra Jean Pierre Vial pt. „Atlas de la Baionnette de Collection” (franc.).

Bagnetami tulejowymi interesuję się od dawna. W swojej kolekcji mam  ponad osiemdziesiąt różnorodnych modeli, co wykorzystałem podczas przygotowywania unikatowego na polskim rynku opracowania pt. „Bagnety tulejowe”. Książkę, w której opisałem 145 bagnetów tulejowych, zadedykowałem „Kolekcjonerom i miłośnikom historii wojskowości”. Praca ukazała się nakładem Wydawnictwa „NapoleonV” (www.napoleonv.pl), cenionego za wkład w popularyzację historii wojen, broni i wojskowości. Publikację wydano przy zachowaniu wysokiej jakości edytorskiej, w twardej oprawie, na dobrym papierze, zachowując należyty poziom kilkuset fotografii, stron 345. Ocenę treści pozostawiam P.T. Czytelnikom, oczywiście polecając publikację zainteresowanym.

Dla rozjaśnienia zawartości poniżej przedstawiam spis treści

Słowo wprowadzenia       7

Rozdział 1

Historia bagnetów jako broni wojskowej        9

I.A. Bagnety szpuntowe      9

I.B. Bagnety pierścieniowe        13

I.C. bagnety zawiasowe, czyli składane     14

I.D. Bagnety z rękojeścią          18

I.E. Bagnety – wyciory          25

I.F. Bagnety narzędzia         28

I.G. Inne formy połączenia bagnetów z bronią palną      32

Rozdział II

Bagnety tulejowe      37

Uwagi ogólne       37

II.A. Początek i rozwój – wiek XVII i XVIII      40

Katalog bagnetów z XVII i XVIII wieku       46

  1. B. Rozkwit i schyłek – wiek XIX 122

Katalog bagnetów z XIX wieku       128

II.C. odrodzenie. Powrót do „służby” – wiek XX i XXI      268

Katalog bagnetów z XX wieku        274

II.D. Bagnety tulejowe. Varia       318

Katalog        318

II.E. Pochwy bagnetów tulejowych       336

Literatura wybrana        340

Załącznik 1. Wykaz bagnetów wg długości       343

Załącznik 2. Wykaz bagnetów uszeregowanych wg państw pochodzenia i w porządku chronologicznym        345

W załączeniu pokazuję kilka przykładowych bagnetów tulejowych,

 

 

Maciej Prószyński, październik 2021 r.

 


Wykład, którego jeszcze nie było!

Setnej rocznicy zwycięstwa nad bolszewikami można było szukać między sierpniem a końcem października ubiegłego roku, dlatego konferencja jaką planowaliśmy z tej okazji miała się odbyć właśnie po wakacjach. Niestety nie doszła do skutku w rezultacie ograniczeń „kowidowych”. (Nie wiadomo nawet kiedy powrócimy do zebrań w dawnej formie). Uważam jednak, że powinna się odbyć w pierwszym dogodnym momencie ze względu na rangę i rezultat wojny, czego w naszym środowisku nie trzeba uzasadniać, oraz z powodu, że oficjalne obchody wyglądały, jakby chciano ją w istocie zdeprecjonować. ( I to się „im” udało – takie przynajmniej odniosłem wrażenie).

Jednym z referatów (albo komunikatów) jakie przygotowałem na ową niedoszłą sesję było przypomnienie skomplikowanego początku Medalu Pamiątkowego za Wojnę 1918 – 1921, a szczególnie jego pierwotnego wzoru (wersji). Podstawowe fakty dotyczące ustanowienia medalu zawiera łatwo dostępna literatura orderoznawcza. W niej po raz pierwszy podano, że trzy lata przed wykonaniem medalu powszechnie znanego, istniał całkiem inny jego wzór.

Publikacje te nie zawierały jednak ilustracji jak wyglądał projekt i egzemplarze według niego wykonane – a były takie choć nieliczne.

Celem więc mego niedoszłego wystąpienia na sesji było wprowadzenie do badań orderoznawczych tej nieznanej szerzej (a właściwie zamilczanej) wersji medalu. Teraz sygnalizuję zaledwie temat w formie uproszczonej i bardzo skróconej ale z ilustracją awersu – publikowaną po raz pierwszy od 90 lat. (Nie znam ilustracji późniejszych).

Punktem wyjścia jest oczywiście oryginalny PRZEDMIOT. W tym wypadku powiększony model strony licowej (awersu) jednej z odmian wspomnianego pierwowzoru. Istniała także inna odmiana, (różnice były niewielkie), według której wykonano nawet ostatecznie medal naturalnej wielkości i jego miniaturę. (Był to wówczas standard wytwórców francuskich). Czy istniały jednak kolejne odmiany tej wersji? To jeden z postulatów badawczych i liczę, że dalsze poszukiwania wyjaśnią to zagadnienie oraz kilka innych jakie widzę.

Zanim przedstawię na sesji zarys genezy owej pierwszej wersji „Medalu za Wojnę” oceńcie proszę na razie tylko stronę estetyczną projektu pierwotnego (zatwierdzonego w 1926 r.) i wersji ostatecznej. Ułatwi to ich zestawienie fotograficzne (Il. 1). W tym celu wizerunek modelu, większego przecież niż odznaczenie pełnowymiarowe, uzupełniony został łącznikiem i pierścieniem do wstążki w odpowiednich proporcjach. Liczę na Wasze uwagi w dyskusji po referacie, a tymczasem pozdrawiam gorąco.

GK©2021

 Il. 1 Porównanie awersów obu wersji  “Medalu za wojnę” – niezrealizowanej (model) i zrealizowanej

PS

W środowisku naszego Stowarzyszenia zrealizowano pomysł aby ów odnaleziony model utrwalić w mosiądzu jako pamiątkę wiekopomnego zwycięstwa. (Il. 2)

 Il. 2 Medal pamiątkowy – awers i rewers – średnica 72 mm

 

 


Wystąpienie  w dniu 17.2.2020 r. będzie dotyczyło historii ładownicy polskiej.

Tytuł: GENEZA ŁADOWNICY POLSKIEJ od XVI –XIX wieku.

Wystąpienie oparte jest na ponad 25 latach badań zakończonych przygotowaniem i obroną dysertacji doktorskiej pod tytułem: „Geneza i postać ładownicy polskiej na tle na tle rozwoju sztuki wojennej w XVI –XVIII wieku” obronionej w 2019 roku na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego (Wydział Nauk Historycznych i Społecznych, Instytut Nauk Historycznych).

Ładownica polska

Ładownice w dokumentach pojawiają się już w XVI wieku. W pracy udowadniam polskie pochodzenie ładownicy w tej formie, w jakiej znamy ją obecnie, a więc wygiętej w łuk skrzynki z gniazdami na ładunki z dużą klapą i przymocowaną na niej metalową blachą, z szerokim pasem przymocowanym do krótszych boków, na którym oprócz klamry, przesuwki i wypustka są jeszcze inne ozdoby i przetyczki. Ładownica taka powstała w Polsce, ale wykorzystała „zdobycze techniki wojennej”, jakie powstały w krajach niemieckich. Nie było by ładownicy gdyby około połowy XVI wieku nie wymyślono tam papierowych patronów, czyli gotowych ładunków, które przyśpieszały ładowanie i dzięki równo odmierzonym miarkom prochu dawały powtarzalne, co do mocy wystrzały. Z krajów niemieckich pochodził także pomysł drewnianego klocka z nawierconymi gniazdami na papierowe ładunki.


  WOJNA POLSKO – ROSYJSKA 1792 R

Wojna polsko-rosyjska w 1792 roku przeszła do historii i szkolnych podręczników dzięki bitwom pod Zieleńcami i Dubienką, kreowanym przez historyków-patriotów na polskie zwycięstwa oraz dzięki najwyższemu odznaczeniu wojskowemu, czyli Orderowi Virtuti Militari.  Tak poznaliśmy ją ze szkolnych podręczników historii, a mało kto miał okazję pogłębienia tematu, bo i po prawdzie opracowań na temat tych wydarzeń nie ma zbyt wiele. Może dlatego, że była to bardzo dziwna wojna i jej przedstawienie w jednoznacznym świetle nie jest możliwe.

Wszyscy zgodnie przyjmują, że była to wojna Rosji, przeciwko konsekwencjom Konstytucji 3 Maja. Ale to polscy przeciwnicy Konstytucji zwrócili się do panującej w Rosji carowej Katarzyny o pomoc w przywróceniu dawnego porządku. Ta łaskawie przychyliła się do prośby polskich petentów i roztoczyła opiekę nad stronnictwem magnacko-szlacheckim, które do historii przeszło pod mianem Targowicy, od nazwy miasta, gdzie zawiązano legalną konfederację przeciwko Królowi i Sejmowi. Armia rosyjska powracała ze zwycięskiej wojny z Turcją i po odpoczynku i uzupełnieniach mogła podjąć nową kampanię. To jest ważna kwestia, ponieważ było to wojsko znające wojnę, opromienione zwycięską kampanią, a w dodatku liczne, dobrze zorganizowane i dobrze dowodzone.  Ta armia miała walczyć z przeciwnikiem bez wojennych doświadczeń, o przestarzałej – pomimo reform – organizacji, którym dowodzili ludzie bez militarnej przeszłości. Wyjątkiem był gen. Tadeusz Kościuszko, mający doświadczenia z kontynentu amerykańskiego, ale tam zajmował się raczej organizacją i fortyfikacjami na zapleczu walk, w których nie brał bezpośredniego udziału. Ale to On okazał się najlepszym dowódcą w toku kampanii.

Kontynuujmy hasło dziwna wojna. Przy sztabie głównodowodzącego wojsk rosyjskich rezydował polski hetman wielki koronny, nominalny wódz polskiej armii przed 3 majem 1791 r. W wojsku polskim na froncie południowym dowódcą jednego z trzech korpusów był człowiek słusznie pomawiany o współpracę z wrogiem, a na froncie północnym (Litwa) dowódcą całości wojsk polskich był ewidentny zdrajca, znoszący się z przeciwnikiem. Na tym właśnie froncie północnym dowódcą jednego z czterech – najsilniejszego liczebnie – korpusów rosyjskich był inny Polak, późniejszy hetman litewski. A właśnie na tym froncie litewskim po odwołaniu przez Króla dowódcy-zdrajcy (bez konsekwencji), mianowano dowódcą typowego nieudacznika, unikającego walki, a po krótkim okresie i jego odwołano, mianując wodzem gorącego patriotę, ale bez wojskowej wiedzy i doświadczenia. Trzech wodzów naczelnych podczas kilkumiesięcznej kampanii, a w dodatku przeciwnik przeważający kilkakrotnie liczbą ludzi i armat, a także wojennym doświadczeniem. To nie mogło przynieść sukcesu, pomimo poświęcenia i bohaterstwa żołnierzy i oficerów.

Podczas tej wojny polsko-rosyjskiej w Warszawie rezydował ambasador Rosji, który oczywiście trudnił się szpiegostwem – podczas insurekcji znaleziono w ambasadzie kopie raportów polskich dowódców przesyłane do Króla, jako Wodza naczelnego. Wreszcie sam Król Jegomość, działający cały czas pod presją także złudzeń i marzeń typu: „król pruski przyjdzie nam na pomoc”, a także pod ciśnieniem realiów w postaci stałych raportów o utracie kolejnych terenów zajmowanych przez postępującą armię rosyjską. I wreszcie ten Król dowodzący polską armią podjął decyzję o akcesie do Targowicy, czyli przystąpił do Konfederacji przeciwko niemu skierowanej i tym samym zdecydował o zakończeniu wojny. Historia surowo osądziła tego władcę, ale gdy odrzucimy patriotyczne emocje i zadamy sobie pytanie, co miał postanowić w sytuacji, gdy przeważające wojska rosyjskie stały o około sto kilometrów od Warszawy (trzy – cztery dni marszu) i nie było siły militarnej, aby zatrzymać ich postęp, to odpowiedź racjonalna będzie bardzo trudna. A decyzja była bardzo trudna, bo przecież armia polska nie była rozbita, a w Wielkopolsce stacjonowały oddziały, które dotychczas nie brał y udziału w wojnie. Ale społeczność szlachecka była rozbita pomiędzy frakcje, a mieszczaństwo nie odgrywało roli politycznej i nie stanowiło jakiejkolwiek siły patriotycznej. Innych liczących się grup społecznych nie było. Chłopi tkwili formalnie i mentalnie w ustroju feudalnym, niestety za przyczyną „oświeconej” szlachty. Zawsze w takiej sytuacji podczas podejmowania decyzji z pomocą przychodzi pojęcie „racja stanu”, cokolwiek ono znaczy. Król decyzję podjął, ratując byt niepodległego Państwa na dwa lata.

Jak wynika z wcześniejszych zdań wojna toczyła się na dwóch frontach – północnym („litewskim”) i południowym („ukraińsko-małopolskim”), gdzie walczyły główne siły polskie, dowodzone przez ks. Józefa Poniatowskiego. Wykład obejmie swoim zakresem ten właśnie front południowy. A kontynuując kwestię dziwnej wojny trzeba bez ogródek przyznać, że po stronie przeciwnej byli liczni rodacy, może nie bezpośrednio walczący z orężem w ręku, ale odgrywający dużą rolę w propagandzie i kaptowaniu zwolenników. Chlubimy się Konstytucją majową, ale trzeba mieć świadomość, że jej uchwalenie stało się jedną z przyczyn upadku polskiej państwowości, ze względu na brak akceptacji ze strony części społeczności szlachecko-magnackiej, a także niechęć sąsiednich państw do zaprowadzenia „francuskich” porządków.

W tej zapowiedzi referatu nie zamierzam dublować jego treści, a zainteresowanych zapraszam do Staromiejskiego Domu Kultury na Rynek Starego Miasta.

Wykład będzie ilustrowany wizerunkami żołnierzy polskich i rosyjskich z okresu wojny oraz przykładami broni – bagnetów – z uzbrojenia obydwu armii.

Maciej Prószyński©2019

 


Ostatnie przed przerwą wakacyjną Zebranie Naukowe, mające miejsce w dniu 17.06.2019 r. wypełniła prelekcja Pana Witolda Ławrynowicza (SKMDMP) pt. Pojazdy pancerne z okresu I wojny światowej w kolekcjach muzealnych USA i Kanady

Autor, ilustrując fotografiami, przybliżył egzemplarze czołgów będące w zbiorach muzeów USA i Kanady.


W dniu 20 maja 2019 Pan Karol Kłosiewicz (SKMDMP) wygłosił prelekcję, a raczej były to wspomnienia dotyczące swojej służby w  6 PDPD.

Prelegent rozpoczął rysem historycznym tej jednostki, organizacją i lokalizacją pododdziałów. Następnie opowiedział  o swojej służbie wraz z opisem rożnych ciekawych, czasem śmiesznych sytuacji, kultywowanych zwyczajów – oficjalnie i nieoficjalnie.

Nie mogło się obyć bez opisu używanego sprzętu, wyposażenia,umundurowania i uzbrojenia. Szczególnie cenne były osobiste doświadczenia i oceny Autora.

Prelekcja była ilustrowana fotografiami wyświetlanymi na ekranie i przedmiotami z kolekcji. Na zakończenie Autor odpowiedział na liczne pytania zebranych.


W dniu 15.04.2019 r. o godz. 18:00 odbyło się 466 zebranie naukowe, na którym Pan Krzysztof Szczegłow (SKMDMP) wygłosił prelekcję pt. Kawaleria RKKA w przededniu wojny Niemiec, ZSRR i Polski 1939

Autor szeroko nakreślił organizację kawalerii RKKA wraz z podziałem terytorialnym i sylwetkami dowódców. Wspomniał o uwarunkowaniach jakie towarzyszyły powstaniu tych jednostek. Omówił oczywiście także barwę i broń oraz zaprezentował ikonografię i szable będące na uzbrojeniu tej formacji.

Obszernym komentarzem prelekcję okrasił kol. Maciej Poręba znawca i kolekcjoner RKKA.


LandmarkScout

W dniu 18.03.2019 r. Pan Prezes SKMDMP Bogusław Perzyk wygłosił Prelekcję pt.: Obiekt W2 we Francji – mało znane polowe stanowisko dowodzenia siłami zbrojnymi III Rzeszy


W dniu 17.12.2018 w ramach 462 Zebrania Naukowego Prezes Senior Maciej Prószyński wygłosił prelekcje pt. Bagnet Wojska Polskiego od XVII wieku do współczesności.  Autor w ramach tematu zarysował dzieje bagnetu używanego w WP na przestrzeni dziejów ilustrując to wybranymi egzemplarzami swojej kolekcji.  Na koniec Pan Prószyński opowiedział o swojej najnowszej dwutomowej książce o identycznym z referatem tytule.

Spotkanie zakończyła seria pytań do Prelegenta.


Na 461 Zebraniu Naukowym kol. Maciej Winnik wygłosił swoja pierwszą, jak  członek SKMDMP prelekcję pt. Produkcja guzików w czasie Powstania Listopadowego. Ten wąski temat został w interesujący sposób naświetlony, a także udokumentowany fotografiami i rysunkami prezentacji multimedialnej. Prelegent przedstawił po kolei guziki nowych pułków organizowanych już po wybuchu powstania, ich odmiany i szczegóły produkcji. Należy mieć na uwadze, że prezentacja tego tematu miała charakter pionierski, nie notowany w literaturze.

Odczyt zgromadził nie tylko członków Klubu, ale także liczną rzeszę miłośników tematu, także spoza stolicy. Świadczy to o kolekcjonerskiej popularności tych małych przedmiotów. Miejmy nadzieję, że to nie była ostatnia prelekcja o guzikach.


Ostateczne pożegnanie Legionu Polskiego z Austrią w roku 1918. Temat w kolekcji – opracowanie przedmiotów. Część II.

Odczyt odbył się 15.10.18 r. w miejscu stałych spotkań. Wspomagany był prezentacją 24 przeźroczy w systemie „Power Point” (w streszczeniu wykorzystano 5 z nich º), oraz oryginalnymi obiektami z kolekcji członków Klubu i sympatyków.

Odczyt był kolejnym (poprzedni dn. 16.09.2017) dotyczącym odznak związanych ze zdarzeniami kończącymi dzieje ostatniej postaci Legionu Polskiego walczącego w szeregach armii austriacko – węgierskiej podczas I wojny światowej. Setna rocznica tych wydarzeń przypadła w lutym bieżącego roku gdy Polski Korpus Posiłkowy (w postaci resztek II brygady Leg. Pol.) wypowiedział posłuszeństwo monarchii austriackiej przechodząc pod Rarańczą na stronę Koalicji. Było to pożegnanie Legionu z Austrią.

Tematem głównym tego odczytu była odznaka upamiętniająca pobyt w obozach na Węgrzech gdzie Austriacy trzymali pojmanych legionistów. Była to bezsprzecznie odznaka najczęściej noszona ze wszystkich odznak czasu internowania, przy czym niebanalnego wzoru i ładna. Dzisiaj również jest najbardziej popularną odznaką sprzed wieku.

Wszystkie odznaki były numerowane, co może być punktem wyjścia do ustalenia atrybucji i dalszych badań.

º Obszerny skrót prelekcji jest dostępny dla zarejestrowanych użytkowników.


W dniu 17 września 2018 kol. Krzysztof Szczegłow wygłosił prelekcję pt. Wojska kozackie w przededniu I wojny światowej.

Autor w klasycznym wykładzie przedstawił zarys historii wojsk kozackich, ich skomplikowany podział, nazewnictwo, a także oczywiście przybliżył barwę i broń. Godzina prelekcja pokazała, jak mało jest rzetelnej wiedzy w powszechnej świadomości Polaków na temat tej ciekawej formacji będącej postrachem polskiego społeczeństwa. Ozdobą wykładu była szaszka kozacka ze zbioru autora prelekcji.

W dniu 19 czerwca kol. Paweł Zaniewski wygłosił prelekcję pt.

Historia powstania oraz modele karabinu Carcano m.91

Karabin m 91 i jego późniejsze odmiany to wbrew pozorom jeden z bardziej rozpowszechnionych i rozpoznawalnych konstrukcji na świecie. Jeden z modeli trafił nawet do Japonii. Powszechnie stosowany w niemieckim Volkssturmie, obecny także w WP. Występuje tez w wielu kolekcjach broni w naszym kraju.

Autor przybliżył sylwetkę konstruktora, omówił historię powstania i późniejsze odmiany tej konstrukcji. Prelekcja była wspierana prezentacją multimedialną oraz egzemplarzami tej broni z kolekcji Muzeum Oręża i Techniki Użytkowej. Oczywiście nie zabrakło też bagnetów, tym razem z kolekcji członków klubu.


Tematem 457 prelekcji  wygłoszonej przez kol, Marcina Wilczka był:

William Fairbairn, Eric Sykes i ich nóż

Autor przybliżył sylwetki obu autorów noża i ich działalność w Szanghaju w pierwszej połowie XX w., która doprowadziła do opracowania legendarnej broni.

Następnie autor przedstawił kolejne wersje noża, wraz ze szczegółami technicznymi oraz użyciem ich w walce.

Prelekcję, tradycyjnie już zakończyła seria pytań do autora.


W dniu 16 kwietnia 2018 r. kol. Jacek Jaworski wygłosił prelekcję pt.: Wyklęta swastyka jako wojskowa symbolika w armiach świata na przestrzeni dziejów.

 

 


Na 455 spotkaniu naukowym, które odbyło się 19 marca 2018 r. godz. 18:00 w SDK Warszawa, Rynek Starego Miasta 2

Pan Tomasz Nowakowski (Gość) wygłosił prelekcję pt.

Archeologia pobojowiska przez badanie cmentarzy wojennych na przykładzie cmentarza wojennego w Rozwadowie

Autor, znany z wielu artykułów i publikacji miłośnik c i k armii, czynnie wspierający odnowę cmentarzy I wojny światowej w Polsce południowej wygłosił prelekcję o historii cmentarza wojennego w Rozwadowie. W ramach wstępu Autor nakreślił zarys działań wojennych w tym rejonie, następnie przybliżył historię powstania cmentarza i jego późniejsze losy, aż do dnia dzisiejszego.

Poniżej skrót prelekcji udostępniony przez Autora:

I. Region nadsański stał się widownią krwawych zmagań w ciągu lat 1914-15. Już w początkach sierpnia 1914 pomiędzy Tarnobrzegiem a Niskiem skoncentrowano oddziały austro-węgierskie  mające  przesłaniać mobilizację. W samym Rozwadowie zaczęto tworzyć zaplecze logistyczne dla mającej nacierać na Lublin c. i k. 1 Armii gen. Dankla. Już 17 sierpnia rozpoczęły się starcia, których celem było rozpoznanie sił rosyjskich na kierunku lubelskim, w  następnych dniach doszło do wielkiej bitwy w rejonie Kraśnika, zakończonej odwrotem sił rosyjskich. Do 9 września siły austro-węgierskie dotarły na przedpola Lublina, jednak niekorzystny rozwój działań wojennych w okolicach Lwowa wraz z tężejącym oporem rosyjskim, skłonił Naczelne Dowództwo austro-węgierskie do rozpoczęcia 11 września odwrotu na teren Galicji. W dniach 13-15 września doszło w okolicach Rozwadowa do walk, utrzymanie miasta w świetle rozkazu odwrotu nie wchodziło w rachubę, bo pod Gorzycami i Radomyślem Rosjanie uchwycili  duży przyczółek. Aby umożliwić wycofanie własnych sił z rejonu Rozwadów- Nisko c. i k. I Korpus (krakowski) wykonał zwrot zaczepny, który doprowadził 15 września do ciężkich  walk w rejonie Zaleszan. Wielkie straty bezpowrotne poniesione wtedy przez obie strony przyczyniły się do zaniechania działań ofensywnych przez Rosjan. Przy okazji  zniszczono Rozwadów – w mieście ostrzeliwanym przez kilka dni przez rosyjską artylerię całkowitemu zniszczeniu uległo 160 domów. Z końcem września 1914 r wojska austro-węgierskie ruszyły do kontrofensywy, 8 października docierając w okolicach Rozwadowa do linii Sanu – wówczas działał tu c. i k. X Korpus (przemyski). Do pierwszych dni listopada nad Sanem aż po Jarosław zaczęły się ciężkie walki skutkujące znacznymi stratami poniesionymi przez obie strony (Bitwa Nadsańska). Kulminacja walk o utrzymanie Rozwadowa miała miejsce pomiędzy 28 października a 2 listopada. Na nowo wojna powróciła w te okolice w maju 1915 r, choć głównie walczono wówczas w rejonie Tarnobrzega i Niska.

II. Za porządkowanie pobojowiska odpowiadały Komendy Etapów poszczególnych armii, w rejonie Rozwadowa c. i k. 4 Armii. Zajmowały się tym tworzone ad hoc Komendy Oczyszczania Pobojowisk, którym przydzielano niezbędną ilość jeńców wojennych wraz z pododdziałami z etapowych batalionów Landsturmu, aktywnie w ten proces włączała się też żandarmeria. Już jesienią 1915 przeniesiono znaczną część rozproszonych pochówków na miejsca wytypowane na docelowe cmentarze wojenne, w tym okresie sporządzono również podstawową dokumentację obejmującą w szczególności dane poległych. Od 1916 roku kwestiami cmentarzy wojennych w regionie przejęła specjalnie utworzona Inspekcja Grobów Wojennych w Przemyślu, która nadała ostateczny kształt tego rodzaju obiektom w regionie. Niestety brak środków nie pozwolił jej na wybudowanie tak monumentalnych form jakie dziś można podziwiać na terenie działania byłego krakowskiego Oddziału Grobownictwa Wojennego, z drugiej jednak strony Inspekcja Przemyska musiała pogrzebać aż 600 000 poległych (tj. prawie 6 razy więcej).

III. Z 22 cmentarzy wojennych powstałych w latach 1914 – 18 na terenie ówczesnego starostwa tarnobrzeskiego, nekropolia w obecnej dzielnicy Rozwadów w Stalowej Woli zasługuje na szczególną uwagę. Był to największy cmentarz wojenny w regionie: 890 pochowanych i 4800 m² powierzchni (pierwotnie). Funkcjonował od sierpnia 1914 do listopada 1918 r., przy czym do jego rozrostu przyczyniły się szpitale polowe działające tu jesienią 1914 r. i latem 1915 r. Dwukrotnie stał się cmentarzem pola walki: pierwszy raz w połowie września, a następnie w na przełomie października i listopada 1914 r. Grzebano tu wtedy poległych w najbliższej okolicy Rozwadowa. W latach 1916-17 cmentarz   miał „tranzytowy” charakter, tj. stał się miejscem pochówku rannych wiezionych pociągami sanitarnymi z frontu wschodniego, których pewien odsetek umierał w trakcie transportu. W takich przypadkach miejscowa komendantura organizowała ich pogrzeby na cmentarzu wojennym. Spoczęli tu również zmarli żołnierze z różnych jednostek etapowych, kolejowych czy asystencyjnych, stacjonujących w najbliższej okolicy w latach 1915 – 1918. Chowano też zmarłych jeńców wojennych (Rosjan i Serbów). Z równym szacunkiem traktowano poległych przeciwników i własnych żołnierzy. Ostateczny kształt  cmentarz uzyskał w latach 1916-18 dzięki c. i k. Inspekcji Grobownictwa Wojennego z Przemyśla, przy czym, co było unikatowe w okręgu tarnobrzeskim, cmentarz otrzymał planowe nasadzenia, a jego przestrzeń zorganizowano wokół prowizorycznego pomnika w formie krzyża. Po 1918 r. cmentarz nadal użytkowano, dokonując pochówków zwłok żołnierzy odnajdywanych w miejscach walk lub z komasowanych cmentarzy wojennych, a jego właścicielem w latach 1928-1998 stał się Skarb Państwa. Wraz z wybuchem II wojny światowej grzebano tu poległych żołnierzy Wojska Polskiego, a potem również Wehrmachtu. Od lata 1944 r. grzebano tu poległych bądź zmarłych z ran w szpitalu polowym żołnierzy sowieckich i niemieckich. Ta ostatnia cześć cmentarza uległa likwidacji podczas akcji komasacyjnej jesienią 1953 roku, ekshumowane wówczas szczątki trafiły na zbiorczy cmentarz wojenny w Sandomierzu. W 1998, z nieznanych powodów, likwidowany wojewoda tarnobrzeski przekazał cmentarz miejscowej parafii.

IV. Dzięki wspomnianym okolicznościom dzieje wojennej nekropoli w Rozwadowie stanowią odzwierciedlenie historii I wojny światowej na froncie wschodnim, a szerzej całej XX-wiecznej historii wojen w regionie Dolnego Nadsania. Badania w archiwach krajowych i zagranicznych podjęte z inicjatywy płk SG rez. T. Nowakowskiego przez zespół pasjonatów umożliwiły dokładne zbadanie dziejów nekropolii, aż do czasów najnowszych i ustalenie listy pochowanych tu żołnierzy, obejmującej 699 nazwisk. Działania mające na celu przywrócenie godnego stanu nekropolii rozwadowskiej oraz więcej informacji historycznych można znaleźć na stronie http://www.przywrocmypamiec.pl/ lub na FB Fundacji.

Dwa niezmiernie ciekawe teksty pana Tomasza Nowakowskiego są dostępne dla zalogowanych użytkowników


 

Marian Ruzamski Charków 1915

W dniu 19 lutego 2018 Kolega Krzysztof Szczegłow wygłosił prelekcję pt. Kawaleria rosyjska w przededniu wielkiej wojny.

Autor przedstawił strukturę kawalerii w Rosji wraz z pułkami i ich barwą oraz zwyczajami. Akcentem kolekcjonerskim była prezentacja oczywiście oryginalnych szabli z uzbrojenia kawalerii rosyjskiej.


W dniu 15.01.2018 r. odbyło się pierwsze w tym roku, a kolejne 453 spotkanie naukowe, na którym Pan Jan Januszek wygłosił doskonałą prelekcję pt.

Szabla wz. 34 – oryginał, czy falsyfikat

Autor w pierwszej części w skrócie przedstawił  historię powstania i produkcji szabli wz. 34. Mimo, iż temat ten był już opisywany w literaturze i wydaje się dobrze znany, a także nie stanowił clou spotkania Prelegent podzielił się kilkoma zupełnie nowymi i rewelacyjnymi informacjami.

Następnie Pan Jan zreferował rezultaty swoich wieloletnich badań, które można ująć jako badania broni białej pod względem oceny ich oryginalności, ze szczególnym zwróceniem uwagi na cechowanie. Przytoczono wiele ciekawostek i danych technicznych. Podparte zaprezentowanymi ilustracjami ustalenia cech charakterystycznych dla oryginałów i dla fałszerstw pokazały jak cienka granica dzieli zbieracza od popełnienia błędu i jakim sprytem odznaczają się fałszerze. Jednak to co najważniejsze, co było kilkakrotnie podkreślane – wnikliwość, ostrożność, systematyczność, zastosowanie różnych technik, a przede wszystkim wiedza – to realna szansa, by nie dać się “nabić w butelkę”.

Prelekcję zakończyły liczne pytania oraz bardzo ożywiona dyskusja. Z wielu poruszanych kwestii jedna jest chyba znamienna: Czy należy dzielić się szeroko taką wiedzą? – przecież korzystają z niej także ludzie nieuczciwi! Czy w ten sposób zamiast przyczyniać się do zwalczania fałszerstw, nie doskonali się ich – działając na własną zgubę?

Trudno odpowiedzieć na tak postawione pytania. Jednak dzięki wykładowi Pana Jana Januszka w wielu umysłach zasiane zostało ziarno, które kiełkując powinno być jasnym przesłaniem dla kolekcjonerów (w odróżnieniu od zbieraczy), że kolekcjonerstwo to – badanie, ocena, porównywanie, dokumentowanie, studiowanie, doszukiwanie się szczegółów i cech przedmiotów oraz ich analiza, a nie wyłącznie obwieszenie ścian “męskimi zabawkami”

Ostatnim akcentem prelekcji była oczywista i w pełni zasłużona burza oklasków –  jakimi został za swój wysiłek i pracę nagrodzony Autor. Brawo!

Wracając do świadomości i jej wagi – to jest ona na miarę przetrwania naszego dorobku cywilizacyjnego, szczególne w obliczu bezpardonowej wojny jaka toczona jest przeciw Kolekcjonerom poważniejszych od kapsli przedmiotów!


Tematem ostatniego spotkania w tym roku były: Bagnety zastępcze podczas I wojny światowej.

Prelekcja połączona z prezentacją egzemplarzy bagnetów była także okazją do zaprezentowania książki dwóch klubowych kolegów: Macieja Prószyńskiego i Krzysztofa Szczegłowa – cenionych znawców bagnetów.

Autorzy omówili przyczyny powstania tej grupy bagnetów oraz przybliżyli najbardziej charakterystyczne z nich. Po prelekcji wywiązała się ożywiona dyskusja, były też do autorów liczne pytania.


W dniu 20.11.2017 r. Kolega Jacek Jaworski wygłosił prelekcję pt. Nieznani huzarzy Powstania Listopadowego

Autor zapoznał zebranych z wynikami swoich badań. Przybliżył wyjątki z literatury pamiętnikarskiej odnośnie tej formacji i pokazał ich przypuszczalną barwę.


W dniu 16.10.2017 r. odbyło się 450 zebranie naukowe. Temat prelekcji brzmiał:

John Moses Browning – jego czasy i konstrukcje.

Odczyt Kolegi Pawła Zaniewskiego połączony był z prezentacją eksponatów z Muzeum Oręża i Techniki Użytkowej w Kobyłce. Prelegent przybliżył sylwetkę genialnego wynalazcy, autora wielu modeli broni strzeleckiej – Johna Mosesa Browninga. Odcisnął on chyba najsilniejszy wpływ na rozwój broni palnej. Jego rozwiązania są stosowane do dziś, a stworzone konstrukcje nieustannie cenione i nadal uznawane za doskonałe.

Ilustracja prelekcji były wyświetlane przeźrocza i egzemplarze broni krótkiej konstrukcji bohatera wykładu lub powstałe pod jego wpływem.


Pierwsze zebranie naukowe po wakacyjnej przerwie rozpoczęło się ciekawym tematem – Kolega Grzegorz Krogulec przybliżył historię zdarzeń i związanych z nimi odznak. Temat prelekcji to: Ostateczne pożegnanie Legionu Polskiego z Austrią w roku 1918. Temat w kolekcji – opracowanie przedmiotów.

huszt

 

Odczyt odbył się 19.09.2017 r. w miejscu stałych spotkań. Wspomagany był prezentacją 22 przeźroczy w programie „Power Point” (w streszczeniu wykorzystano 5 z nich), oraz oryginalnymi obiektami z kolekcji członków Klubu i sympatyków.

Tematem głównym były odznaki (wspomniano też o innych przedmiotach) związane ze zdarzeniami kończącymi dzieje ostatniej postaci Legionu Polskiego walczącego w szeregach armii austriacko – węgierskiej podczas I wojny światowej. Przed blisko wiekiem – setna rocznica tych wydarzeń przypadnie w lutym przyszłego roku, Polski Korpus Posiłkowy (w postaci resztek II brygady Leg. Pol.) wypowiedział posłuszeństwo monarchii austriackiej przechodząc pod Rarańczą na stronę Koalicji. Było to pożegnanie Legionu z Austrią.

Akcję legionistów i jej ważne następstwa wielokrotnie przedstawiano w różnym naświetleniu zarówno w Polsce niepodległej jak i niedawno. Prelegent wskazał odpowiednią literaturę poświęconą tzw. „czynowi Rarańczy” (wg określenia sanacyjnej nowomowy) i różnym jego aspektom. Niektóre z nich znalazły wyraz w postaci oddzielnych odznak lub symboli później dodanych. Wśród nich istniała odznaka dla uczestników procesu o zdradę stanu jaki Austria wytoczyła grupie pojmanych legionistów. Od miejsca sądu i więzienia znany jest jako „proces w Marmaros – Sziget”. Stał się drugą częścią swoistego pożegnania – tym razem Austrii z Legionem.

Proces trwał prawie 4 miesiące i spowodował – co podkreślano wielokrotnie –praktyczne załamanie proaustriackiej opcji politycznej rozpowszechnionej, rzecz zrozumiała, głównie w Galicji. Z tego powodu odznaka dla uczestników procesu od początku miała charakter niepowtarzalny – wart więc omówienia.

Ściślej ujmując – przypomnienia, sprostowania błędnych informacji i wreszcie omówienia. Miała bowiem odznaka wyjątkowego „pecha” do właściwego opisu w literaturze przedmiotu. Przyczyn tego stanu rzeczy było kilka. Skracając wywód – tylko raz (1919 – 1921) podano jej właściwe przeznaczenie, późniejsze zaś wzmianki o niej określały (i tak jest do dzisiaj), że jest odznaką obozu internowanych. Ta przykra i nawet naganna sytuacja spowodowała, że już poprawny opis stanowi poniekąd „odkrycie”.

   Niezmiernie ciekawym, a zupełnie pomijanym dotychczas jest połączenie przedmiotu (tu odznaki) z konkretną osobą, której ta odznaka została nadana. Prelegent przedstawił wyniki swojej wieloletniej żmudnej pracy. Cztery egzemplarze odznaki ustanowionej dla oskarżonych i obrońców w słynnym procesie w Marmarosz Sziget straciły swoją bezimienność. Prelegent przedstawił sylwetki osób do których te odznaki należały. To ważny wymiar kolekcjonerstwa odznak – zupełnie w Polsce nieznany.

   Nie zabrakło oczywiście informacji na temat produkcji, szczegółów wykonania, rozpoznawania kopii, a także metod konserwacji poszczególnych egzemplarzy.

Pełny tekst streszczenia prelekcji dostępny jest dla zarejestrowanych członków SKMDMP w zakładce – teksty



Niezbędniki, przyborniki, wyposażenie, narzędzia, części zapasowe – elementy niezbędne do funkcjonowania broni, a w szczególności skomplikowanych broni zespołowych. Tak nierozerwalnie  związane z tymi wielbionymi obecnie konstrukcjami, jak ckm wz. 30, rkm wz. 28, granatnik, wz. 36 są nieobecne na muzealnych ekspozycjach. Są niezmiernie rzadkie również w prywatnych kolekcjach. Literatura bronioznawcza o tych “ubogich krewnych” – wymownie milczy. Jednak nie jest to temat zupełnie zapomniany – dzięki naszemu koledze Jackowi Mazuro mieliśmy okazję poznać i dotknąć te techniczne cacka.

20170619_175251str

Prelekcja pt. Niezbędniki (przybory) do broni zespołowej piechoty WP w latach 1918 – 1939 wygłoszona 19.06.2017 r. była jedną z tych niezapomnianych, która pozostanie na długo w pamięci jako ciekawa i ważna.


świece

20 lutego – Bogusław Perzyk (SKMDMP) wygłosił referat pt. Radzieckie ręczne granaty dymne w WP 1943-1960

Podobnie jak inne referaty tego autora, tak i ten zaprezentował unikalną tematykę i wysoki poziom merytoryczny.

Temat ten jest też ważnym wskaźnikiem, jak z biegiem lat przesuwa się granica horyzontu czasu wyznaczająca strefę zainteresowania kolekcjonerów. Wydaje się, że jeszcze nie tak dawno, przedmioty związane z LWP były obiektami tylko dla zupełnie początkujących zbieraczy.


W styczniu obchodzimy 154 rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego. Prelekcja wpisuje się w obchody tego tragicznego wydarzenia, które nadal jest prezentowane w krzywym zwierciadle.

,,Kosynierzy to prawdziwie polski, narodowy i głęboko osadzony w naszej tradycji rodzaj broni. Nigdzie poza Polską nie występowały regulaminowe, będące w strukturach regularnych i powstańczych armii, oddziały kosynierów. Tylko u nas opracowano taktykę i zasady walki kosą. Kosynierzy walczyli we wszystkich powstaniach narodowych. W Powstaniu Styczniowym odegrali ogromną rolę. Szereg bitew rozstrzygniętych zostało dzięki śmiałym, choć ryzykownym atakom chłopów uzbrojonych w kosy. Do lata 1863 r. większość powstańczych oddziałów stanowili kosynierzy, później proporcje odwróciły się na korzyść strzelców.

Kosy bojowe to straszliwa i niezwykle skuteczna broń. Rosjanie panicznie się ich bali, sam widok, błysk i brzęk kos skutecznie gasił ich ducha bojowego, wprowadzał wśród nich demoralizację i panikę. Powstanie Styczniowe, to poza epizodami z 1939 r., ostatni akord kosynierskiej epopei, zapoczątkowanej przez Insurekcję Kościuszkowską.” – fragment referatu pana Jacka Jaworskiego wygłoszonego 16.01.2017 r. pt. Kosynierzy Powstania Styczniowego

 

Mimo, iż wydaje się, że powinniśmy nabrać już dystansu, zweryfikować dotychczasową narrację i trzeźwo ocenić te wydarzenia – niestety, chyba jeszcze nas na to nie stać…


 

19.12.2016 r. odbyło się spotkanie naukowe na którym Prezes Stowarzyszenia Bogusław Perzyk wygłosił prelekcję pt. 2016: w okopach frontu zachodniego – 100 lat po bitwie

Ciekawa, z dużym znawstwem tematu wygłoszona prelekcja, ilustrowana kilkudziesięcioma fotografiami wykonanymi przez autora. Pokazała ona wycinek frontu zachodniego I wojny światowej – okolice Ypr i Verdun – tak jak on wygląda dzisiaj. Pamięć o tamtych wydarzeniach i pamiątki z nimi związane zawsze były godnie prezentowane, jednak wiele nowych ekspozycji powstało w ramach obchodów 100 lecia I wojny światowej. Ukazane bogactwo eksponatów daje obraz jak prężne i wartościowe są prywatne kolekcje militariów. W porównaniu z nimi polskie muzea państwowe wypadają po prostu żałośnie. W dalszej perspektywie fatalnie wypadają polskie władze lokalne i centralne, Lasy Państwowe i Policja, które z dzikim azjatyckim uporem dążą do zatarcia i osunięcia wszelkich śladów po I wojnie światowej, niszcząc przedmioty, niwelując pozostałości umocnień polowych, wyburzając fortyfikacje – “rewitalizując”, “przywracając pamięć”. Wszelkie pozorne działania “upamiętniające” wydarzenia I wojny są prowadzone bez zrozumienia ich istoty i wpływu na nas i nasz kraj. Stanowią raczej żerowisko dla wszelkiej maści “ekspertów”, “lokalnych historyków”, “rekonstruktorów”, “architektów krajobrazu”, czy “archeologów współczesności” (sic!).

Jeżeli kogoś oburzają te słowa to uleczy go skutecznie wakacyjna podróż do Ypres, Verdun i innych miejscowości wzdłuż frontu.  Nawet mała kolekcyjka militariów w przydrożnej restauracji pozwoli mu przejrzeć na oczy. Naprawdę warto!

(MG)

 


W ramach cyklu wykładów wygłoszonych z okazji 100 rocznicy powstania 1 pułku ułanów Krechowieckich w dniu 19.09.2016 Grzegorz Krogulec wygłosił wykład pt.

Odznaki 1 pułku ułanów Krechowieckich im. płk. Bolesława Mościckiego 1920 – 1980, zagadnienia podstawowe.

Autor przedstawił najnowszy stan wieloletnich badań tego tematu. przypomniała została geneza odznaki (znaku),podział, odmiany – ich rodzaje i cechy charakterystyczne.  Zwrócono uwagę na ważny kontekst kolekcjonerski – rzadkość, w tym mnogość kopii oraz związany z nimi proceder dezinformacji. Rzetelny szacunek ilości nadań odznak pułkowych to niewątpliwie rzadkość w skali kraju i funkcjonujących publikacji.

(MG)

Streszczenie prelekcji dostępne jest dla zarejestrowanych członków SKMDMP w zakładce – teksty


 

W 18.01.2016 kolega klubowy Grzegorz Krogulec wygłosił prelekcję pt. Felery, falsyfikaty, fantazje.

Wykład ilustrowany był 12 przezroczami z wizerunkami przedmiotów z kolekcji autora i członków klubu.

W trakcie prelekcji autor wyjaśnił użyte w tytule nazwy, w tym autorską – felery.

Poruszony temat jest jednym z pierwszych poważnych głosów poruszających nurtujący wszystkich kolekcjonerów – i to nie tylko militariów – problem oryginalności przedmiotów. W potocznym języku “kolekcjonerskim” funkcjonują właściwie tylko dwa pojęcia – oryginał i kopia (fals), które są względne i używane bez zrozumienia ich sensu. Po wysłuchaniu prelekcji trudno się oprzeć wrażeniu, że tan chybiony podział i nazewnictwo narzucili handlarze, oszuści, mitomani, zbieracze, czego nie dostrzegli ani kolekcjonerzy, ani tym bardziej muzealnicy.

W kontekście głównego tematu wspominano również o planowej budowie kolekcji z podziałem na dwa zasadnicze kierunki w rozległym obszarze militariów. Temat ten – jedynie roboczo zasygnalizowany – wart jest osobnego potraktowania i dyskusji.

Należy mieć nadzieję, że ta prelekcja będzie zaczynem poważnej dyskusji środowiska kolekcjonerów, do której SKMDMP zgłasza swój akces.

(MG)

Streszczenie prelekcji dostępne jest dla zarejestrowanych członków SKMDMP w zakładce – teksty


19.01.2015 r. Data ta, to prawie dokładnie rocznica 100 lecia powstania Dywizjonu Ułanów Polskich protoplasty pułku ułanów Krechowieckich – zupełnie zasłużenie – najsłynniejszego i najznakomitszego pułku kawaleryjskiego.

Z tej okazji kolega Grzegorz Krogulec zainaugurował cykl prelekcji dotyczących historii, barwy i broni 1 pułku ułanów Krechowieckich pt.

Stulecie amarantowo – białych ułanów 1915 – 2015

Zakres prelekcji obejmował historię powstania i działalności Dywizjonu Ułanów Polskich, wraz z przestawieniem ich barwy i walk na froncie. Prelekcja miała także charakter wprowadzający w dzieje tej formacji, jako pierwsza z cyklu. Dużą ciekawostką było omówienie (wsparte unikalnymi ilustracjami) pobytu ułanów w okolicach Maciejowic – folwark Krępa i Ksawerynów oraz wpływowi historii tego miejsca na postawę ułanów (dzisiaj niestety bardzo zaniedbanego, o uczczeniu pobytu ułanów nawet nie wspominając).

Jednym z najważniejszych elementów prelekcji był pokaz slajdów z fotografiami – zupełnie nieznanymi i nigdy nie publikowanymi (36 przeźroczy).

 

(MG)

Streszczenie prelekcji wraz z wybranymi ilustracjami dostępne jest dla zarejestrowanych członków SKMDMP w zakładce – teksty


21.12.2015

Grzegorz Krogulec

Miejsca, osoby, zdarzenia. Przedmioty „małe” z Wielkiej Wojny

Temat prelekcji miał swój początek na wystawie klubowej poświęconej działaniom I wojny światowej na ziemiach polskich jaka miała miejsce w październiku 2015 w ramach obchodów 50 lecia istnienia Klubu.

Jedną z wystawionych była niepozorna tablica z zamarkowaną mapą Polski, gdzie linię Wisły stanowiła wstążka odznaczeniowa. Umieszczono na niej znaczną liczbę drobnych przedmiotów – znaczków, żetonów, odznak, medali i odznaczeń dokumentujących zdarzenia i ludzi z nimi związanych w okresie Wielkiej Wojny. Z każdym z nich wiąże się jakaś ciekawa, a czasem pasjonująca, mało znana historia. Zdecydowanie można opowiedzieć całą historię I wojny światowej poprzez właśnie te “małe”przedmioty. Ich różnorodność i mnogość świadczą, że ta forma propagandy miała liczną rzeszę odbiorców – zbieraczy. Prelegent podał szacunkową liczę tych przedmiotów – 10 000.

Po stu latach od zdarzeń uwiecznionych w tych przedmiotach, poza pracą M. Opałka wydaną właściwie na bieżąco z odznakami, medalami, znaczkami dotyczącymi LP – nie dorobiliśmy się w w Polsce żadnej literatury, żadnego katalogu, a “Wielka” wystawa 100 Wielkiej Wojny w MWP nawet takiego zjawiska nie zauważyła. Cóż, dla “Muzealników” liczą się tylko “Wielkie” rzeczy, “małe” pozostają zbieraczom i kolekcjonerom – może to i dobrze…, bo pozostają!

(MG)


20.01.2014

Grzegorz Krogulec

Krzyż Świętego Jerzego w I wojnie światowej

Odczyt ilustrowany był prezentacją 12 przeźroczy programie Power – Point, (z których w streszczeniu przedstawiono 5), oraz licznymi zabytkami z kolekcji członków Klubu.

Do prelekcji autor wykorzystał własne publikacje i prezentacje, szczególnie artykuł: Rosyjski Krzyż Świętego Jerzego w skrócie, czyli o „jerzykach” po polsku, zamieszczony w: Zabytki czasu minionego bogactwem teraźniejszości – Militaria wśród wartości kulturowo – przyrodniczych regionu, kraju i zjednoczonej Europy. Materiały z ogólnopolskiej konferencji naukowej Osowiec – Twierdza 10 – 11.IX.2010. Osowiec – Twierdza 2010 s.104 – 114.

Odczyt związany był ze stuleciem wybuchu I wojny światowej, co uwzględniono w tematyce prac klubu.

W odczuciu słuchaczy ten niepozorny krzyżyk zyskał nowy wymiar. Powiązanie tych kilkunastu gram srebra z konkretnymi ludźmi, często Polakami i wydarzeniami oraz miejscami w naszym kraju nadaje im zupełnie nową wartość. Nie jest to tylko wartość historyczna, ale również kolekcjonerska z otwierającymi się ogromnymi możliwościami kompletowania zbioru i jego opracowania.

 

Pełny skrót prelekcji dostępny jest dla zarejestrowanych członków SKMDMP w zakładce – teksty.