Stowarzyszenie

Klub Miłośników Dawnych Militariów Polskich

Istnieje od 1965 roku

W tej zakładce jest miejsce na opinie dotyczące, zamieszczanych materiałów, wydarzeń, planów, podejmowanych w Polsce inicjatyw będących w styczności z celem działalności SKMDMP.


 

Wspomnienie o Janie Henryku Dąbrowskim

 

W dniu 6 czerwca 2020 roku mijają dwieście dwa lata od śmierci Jana Henryka Dąbrowskiego (1755-1818). Wprawdzie nie jest to tzw. okrągła rocznica, jakie czasem obchodzimy wspominając odległe wydarzenia lub wybitne osoby historyczne, ale ten Wielki Polak zasługuje na przypomnienie nie tylko dlatego, że stale jest obecny w naszej pieśni narodowej.

Liczne wydarzenia, jakie zachodziły w życiu Jana Henryka Dąbrowskiego wymagają obszernego przedstawienia, a ani miejsce na to, ani nie taka jest intencja tego wspomnienia.  Sięgnijmy zatem, tylko do części mniej znanych faktów odnotowanych w życiorysie Generała.

W wieku 14 lat wstąpił do pułku szwoleżerów ks. Albrechta w wojsku saskim (rok 1769), gdzie służył Jego Ojciec. I z tego niewątpliwie względu młody Jan Henryk uzyskał stopień chorążego, a po trzech latach podporucznika, chociaż „nadkomputowego”, czyli bez pensji. Przypomnieć należy te młodzieńcze lata, gdyż zaważyły one na wyborze przyszłej karierze wojskowej. A odnośnie saskiej służby Ojca, to w owym czasie zagraniczna służba wielu oficerów nie tylko polskich była bardzo popularna. W wojsku pruskim, rosyjskim, austriackim, saskim, polskim służyli liczni cudzoziemcy traktując to, jako naukę zawodu bądź zwyczajnie znalezione miejsca pracy, wobec wypełnionych etatów w armii narodowej. Wracając do naszego Bohatera, to dopiero po kolejnych dwóch latach w 1774 uzyskał stopień podporucznika etatowego z przysługującym z tego tytułu wynagrodzeniem. W roku 1780 uzyskał przeniesienie do gwardii stacjonującej w Dreźnie, a więc przy dworze, co młodemu oficerowi otwierało drogę do kariery. Zwłaszcza, że z jednej strony odnosił liczne sukcesy towarzyskie, ale z drugiej przykładał się do służby, dużo się uczył, studiował dzieła teoretyków wojskowych i pod tym względem wyróżniał się zdecydowanie z grona rozrywkowo nastawionych oficerów gwardii. Był np. obserwatorem manewrów armii pruskiej i kolejno rosyjskiej, co niewątpliwie wzbogacało wiedzę wojskową i dawało duże doświadczenia.

Reformy wojskowe w Rzeczpospolitej otworzyły polskim oficerom drogę powrotu do służby krajowej. Ściągali do kraju z własnej inicjatywy bądź wezwani przez polskie władze i w tej grupie znalazł się J.H.Dąbrowski, wówczas już rotmistrz i adiutant szefa gwardii konnej w armii saskiej. Po dwudziestu latach i czterech miesiącach służby w pułku szwoleżerów i gwardii saskiej przyszedł czas wstąpienia do Wojska Polskiego. 28 czerwca 1792 roku król Stanisław August Poniatowski podpisał Janowi Henrykowi Dąbrowskiemu patent na podpułkownika. Tak rozpoczęła się polska karta w życiorysie Generała.

Kolejne wydarzenia są mniej lub bardziej znane (może jednak mniej), dlatego przypomnę tylko kluczowe daty. W kampanii 1792 roku J.H.Dąbrowski nie brał czynnego udziału, gdyż I Brygada Kawalerii Narodowej stacjonowała na terenie Wielkopolski, a więc na zapleczu frontu, ale już w kolejnych wydarzeniach w roku 1794, czyli w Powstaniu Kościuszkowskim zapisał chlubną kartę w obronie Warszawy przed Prusakami i w udanej wyprawie do Wielkopolski. Po klęsce narodowej Generał udał się na emigrację i przez Drezno dotarł do Paryża. Po wielomiesięcznych zabiegach, intrygach, podchodach dyplomatycznych uzyskał akceptację na tworzenie Polskich Legionów i udał się w tym celu do Lombardii. Jak wiemy zabiegi przyniosły efekty, gdyż z polskich emigrantów i jeńców polskiego pochodzenia z armii austriackiej powstały polskie oddziały. Tam zrodziła się pieśń, śpiewana do dzisiaj, jako polski hymn narodowy. Autorem słów jest Józef Wybicki (1747-1822). W grudniu 1806 roku po zwycięskiej wojnie francusko-pruskiej, gen J.H.Dąbrowski wkroczył z wojskiem  francuskim do Poznania i natychmiast podjął trud odbudowy armii polskiej. Zaszczytna kampania roku 1807, kolejno wojna z Austrią w 1809 i wreszcie nieszczęsna „druga wojna polska” w roku 1812. Udział w kampanii saskiej w 1813 r. w tym walka w Lipsku i odwrót do Francji, Aż do kapitulacji i abdykacji cesarza Napoleona. Powrócił do Kraju, jako naczelny dowódca Wojsk Polskich. Wreszcie podjął ostatnie prace dla Polski zmierzające do  odtworzenia Wojska Polskiego w Królestwie Kongresowym. W roku 1815 Jan Henryk Dąbrowski uzyskał awans na najwyższy stopień generalski – generała broni (jazdy) i złożył dymisję. Ostatnie lata spędził w Winnogórze, majątku w Wielkopolsce, gdzie zmarł 6 czerwca 1818 r.

Generał J.H.Dąbrowski wyróżniał się niewątpliwie spośród ówczesnych polskich wyższych oficerów gruntownym wykształceniem wojskowym i rzetelnym stosunkiem do obowiązków wojskowych. Wielokrotnie spotykał się z tego tytułu z zarzutami stosowania nadmiernej dyscypliny, ale podwładni Go lubili i szanowali, bo wymagał, ale i dbał o swoich podkomendnych, także po zakończeniu przez nich służby. Przykładem niech będą czasy Legionów, kiedy o mundury, broń, oporządzenie i wreszcie jedzenie musiano toczyć nieustające boje z nie zawsze uczciwą administracją francuską i włoską.

J.H.Dąbrowski otrzymał wiele odznaczeń polskich i zagranicznych, że wymienię tylko Order Orła Białego, Polski Krzyż Wojskowy – VM i francuską Legię Honorową. Jego nazwisko umieszczono na paryskim Łuku Triumfalnym.

O bezpośredniej aktywności na polu bitwy świadczą rany odniesione podczas walk we Włoszech, w kampanii 1807 roku, w Rosji nad Berezyną, w kampanii 1813 roku

I wreszcie interesująca wiadomość dla miłośników historii wojskowości i kolekcjonerów. J.H.Dąbrowski był wielkim miłośnikiem historii wojskowości i kolekcjonerem. W swoich zasobach – gromadzonych jeszcze podczas służby w wojsku saskim – miał „zbiór map i rycin, który osiągnął dwa tysiące sztuk” (wg J.Pachońskiego). Czytał wiele i miał olbrzymią bibliotekę, do której książki ściągał z całej Europy. A książka uratowała mu życie podczas walk we Włoszech, gdyż kula ugrzęzła w tomiku Schillera, schowanym w kieszeni munduru. Miał tez zbiór broni i innych militariów. Swoją kolekcję zapisał  Towarzystwu Przyjaciół Nauk w Warszawie, gdzie była eksponowana w Pałacu Staszica. Po rozmaitych kolejach losu pochłonęła ją niestety II wojna światowa.

W 1997 roku w dwusetną rocznicę powstania Mazurka Dąbrowskiego w Środzie Wielkopolskiej uroczyście odsłonięto pomnik Jana Henryka Dąbrowskiego – dzieło poznańskiego artysty Roberta Sobocińskiego. W Winnogórze jest muzeum Generała.

Osobom, które chciałyby bliżej zapoznać się z historią życia Jana Henryka Dąbrowskiego polecam lekturę Jego biografii opracowanej przez prof. Jana Pachońskiego (zm.w 1985 r.) pt. „Generał Jan Henryk Dąbrowski 1755-1818” i wydanej przez Wyd. Ministerstwa Obrony Narodowej w 1981 roku w nakładzie 5 tys. egzemplarzy. Szukać należy w antykwariatach i dobrych bibliotekach, gdyż prywatni kolekcjonerzy  raczej nie wypuszczają z rąk takich pozycji.

To krótkie Wspomnienie uzupełniam o pocztówki tematyczne z mojej kolekcji.

1. Generał lejtnant Jan Henryk Dąbrowski 1794 r. autor nieznany, obraz w zbiorach Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie; kartę wydało Muzeum Okręgowe w Ostrołęce z okazji dwusetnej rocznicy Powstania Kościuszkowskiego w zbiorze „I Wielkopolska brygada kawalerii narodowej”.

2. Marsz, marsz Dąbrowski … (bez podpisu – Juliusz Kossak), karta ze stroną przeznaczoną wyłącznie na adres tzw„długi adres” sprzed 1905 roku; znaczek austriacki za „5 heller”,

3. Jan Henryk Dąbrowski, jako wódz Legionów – Correspondenz-Karte/ karta korespondencyjna sprzed 1905 r. „długi adres”, brak wskazania wydawcy;

4. General Jan Henryk Dąbrowski + notka w jęz. francuskim. Medaille commemorative…par K.Zmigrodzki Edit. Musee National Polonais de Rapperswil (Suisse), Zurich;

5 Henryk Dąbrowski mal. Juliusz Kossak (błędny nadruk “Józef Poniatowski”) wyd. J.F.J.Komendziński, Zakopane, Nr 40; Karta korespondencyjna sprzed 1905 roku, „długi adres”;

6. Obchody dwusetnej rocznicy powstania Mazurka Dąbrowskiego – koperta Pierwszego Dnia Obiegu, znaczek okolicznościowy i pieczęć;

– 7 Jan Henryk Dąbrowski … Karta pocztowa wyd. Rejonowy Urząd Poczty w Poznaniu VI 1997 r. + pieczęć okolicznościowa;

8 Jan Henryk Dąbrowski Wyd. Zarządu Głównego T.S.L.(Towarzystwa Szkół Ludowych) Zakład art. reprodukcji W.Krzepowski Kraków przed 1939 r.;

9. Henryk Dąbrowski „Reprint widokówki przedwojennej Pieśń Legionów nr 8” wyd. POSTMARK Poczta Polska w 1997 r.

10. 250 rocznica urodzin Generała Jana Henryka Dąbrowskiego 1755-1818; autor nieznany ze zbiorów Muzeum Narodowego w Poznaniu; wyd. Rejonowy Urząd Poczty Poznań Miasto VIII w 2005 r.;

11. Portret gen. Jana Henryka Dąbrowskiego mal. Karol Antoni Simon (zm. 1841r.) lit. w Muzeum Narodowym w Poznaniu; karta kopertowa dużego formatu 147 mm x 210 mm.

Maciej Prószyński  Czerwiec 2020 r.


Jeszcze o rosyjskich orderach i odznaczeniach za „polską wojnę 1830-1831”

Chciałbym nawiązać do ciekawego tekstu, poświęconego odznaczeniom otrzymanym przez rosyjskich oficerów i żołnierzy za czyny dokonane podczas „polskiej wojny 1830 – 1831”, jaki znajduje się na stronie naszego Stowarzyszenia, podpisany GK2020 (Wiem, kto kryje się pod tymi inicjałami, ale uszanuję wolę Autora).  Nawiasem mówiąc w naszej nauce historii przyjęło się, aby wydarzenia tych lat określać mianem „powstanie listopadowe”, natomiast Powstanie było właśnie w listopadzie 1830 roku, a później, to była już wojna polsko-rosyjska. I pod takim właśnie tytułem znajdujemy najlepsze opracowania traktujące o tym ważnym wydarzeniu w naszej historii. A wątpiących odsyłam do podstawowej, bo źródłowej pracy wydanej przez Bronisława Pawłowskiego w Wojskowym Biurze Historycznym w Warszawie w latach trzydziestych XX wieku, która nosi tytuł Źródła do dziejów wojny polsko-rosyjskiej 1830-1831 r. W czterech tomach znajdziemy zbiór dokumentów – raportów, meldunków, wiadomości, myśli uczestników etc. Wiele z nich już niestety nie istnieje fizycznie, zginęły w pożodze dziejów, ale możemy do nich dotrzeć dzięki Bronisławowi Pawłowskiemu, wybitnemu historykowi wojskowości. Książka, to obecnie przysłowiowy „biały kruk”, chociaż może szczęście nam dopisze w zaprzyjaźnionym antykwariacie.   

Ale w tym momencie nie idzie o zawiłości w nazewnictwie historycznych wydarzeń, a o podniesiony przez Naszego Autora problem nadawania rosyjskim wojskowym odznaczeń za zasługujące na wyróżnienie czyny na polu bitwy. Zamierzam poświęcić kilka – z natury rzeczy bardzo powierzchownych – uwag dotyczących odznaczeń rosyjskich i polskich nadawanych wojskowym z Rosji za wojnę w latach 1830-31. Świadomie wyeksponowałem słowo „polskich”, ponieważ dotykamy dość skomplikowanej materii natury formalnej.

Wiadomo, że Mikołaj I Romanow (1796-1855, cesarz Rosji od 1825), był królem Polski od 1826 roku, chociaż koronacja nastąpiła  w maju 1829 r. Jako król był władcą wszystkich polskich orderów i odznaczeń. Wiadomo także, że Sejm zdetronizował Mikołaja I w dniu 25 stycznia 1831 r., co oczywiście wiązało się z odebraniem mu wszelkich prerogatyw, w tym także prawa nadawania orderów i odznaczeń. Wiadomo wreszcie, że w Petersburgu nie uznano formalnie aktu detronizacji.

To tylko dla przypomnienia faktów, bo niektórzy niezbyt uważnie słuchali w szkole dziejowych opowieści – a może o nich nie mówiono – i protestują słysząc o takich wydarzeniach. Nie musi nam się ten król podobać, ale on był i w historii naszego Państwa zapisał się z ostatnim numerem w królewskim katalogu, choć nie lubimy sobie tego przypominać. A zanim źle pomyślimy o naszych ówczesnych, zastanówmy się nad tym, jaką mieli alternatywę, wobec decyzji europejskich władców zgromadzonych w Wiedniu. Bez złośliwości przypomnę, że po stu trzydziestu latach sytuacja powtórzyła się z tym samym scenariuszem.

Szukając rzeczywistych polskich odznaczeń nadawanych przez cara oficerom i żołnierzom strony rosyjskiej sięgnąłem do rosyjskiego opracowania pt. Ruskij wojennyj kostium XVIII – naczała XX wieka autorstwa W.M.Glinki, wydanego w Leningradzie (obecnie Petersburg) w 1988 roku. Na wszelki wypadek podaję tytuł książki w polskim brzmieniu: „Rosyjski mundur wojskowy od XVIII do początku XX wieku”. Autor pokazał ewolucję munduru różnych formacji armii rosyjskiej, posługując się przy tym licznymi portretami oficerów i żołnierzy (rzadziej). Wówczas, gdy malowano portret, to portretowany występował oczywiście w pełnej gali orderowej. I  dlatego właśnie, to w tej książce szukałem polskich odznaczeń na rosyjskich mundurach i nie zawiodłem się. Podkreślam, że chodziło mi o rzeczywiste polskie odznaczenia typu krzyż VM, a także odznaczenia rosyjskie ustanowione w związku z wydarzeniami w latach 1830-31. Te wyróżnienia są łatwe do wychwycenia podczas oglądania portretów zwłaszcza, jeżeli malarz-portrecista był skrupulatny, a z reguły tak było. A przy tym chodzi nie tylko o krzyż Virtuti Militari.

Na mundurach rosyjskich wyższych oficerów np. na szyi gen. artylerii W.M. Szwarca widzimy order Orła Białego, będący od 1831 roku odznaczeniem rosyjskim, ale przy zachowaniu polskiej formy i łacińskiego napisu Pro Fide Rege et Lege. Polski znak nałożono na rosyjskiego orła dwugłowego. Niestety nie ma daty nadania generałowi tego orderu wysokiej rangi.

* Order Orła Białego ustanowił w dniu 1 listopada 1705 roku król August II Mocny (1670-1763, panował od 1697 do 1706 i od 1709 do śmierci). Utraciliśmy Order w 1831 roku, a przywrócił go Polsce Sejm podejmując ustawę w dniu 4 lutego 1921 roku. Jest to najstarsze i najwyższej rangi polskie odznaczenie.

Kolejnym zaanektowanym przez władze rosyjskie polskim odznaczeniem był order i krzyż św. Stanisława czterech klas, występujący dość powszechnie na piersiach portretowanych postaci. Np. gen. W.A.Wolodskij z „kozackiego wojska” występuje z gwiazdą orderową, a wspomniany wyżej gen W.M.Szwarc nosi krzyż I klasy.

* Order św. Stanisława Biskupa i Męczennika ustanowił król Stanisław August Poniatowski w dniu 7 maja 1765 roku. Cztery klasy Orderu wprowadzono w czasach Królestwa Kongresowego. Rosja przejęła Order w 1831 roku.

Wreszcie pora na polskie odznaczenie wojskowe, czyli Virtuti Militari, istniejące od 1792 roku. Odznaczenie ustanowił król Stanisław August Poniatowski (1732-1798, panował w latach 1764-1795). Polski krzyż wojskowy cieszył się wielką estymą, zarówno w środowisku wojskowym, jak i w całym społeczeństwie. Car i jego urzędnicy użyli tego odznaczenia w swoistej wojnie psychologicznej nadając je swoim żołnierzom jeszcze podczas trwania walk. Zachowano przy tym formę zewnętrzną i barwy wstążki, co pozwala na wychwycenie tego krzyża wśród innych, licznych odznaczeń portretowanych oficerów. Odznaczenie w wersji rosyjskiej nosiło nazwę „Za wojenne zasługi”. Order nadawano rzadko, wśród prezentowanych portretów widzimy go tylko na piersi anonimowego generała kozaków dońskich – wiernie odtworzony przez artystę – natomiast krzyż nadawano powszechnie uczestnikom walk w latach 1830-31. Wywołało to oczywiście protesty polskiego środowiska emigracyjnego, niestety równie oczywiście bezskuteczne. Ocena była i jest jednoznaczna – w ten sposób Petersburg chciał poniżyć i upokorzyć polski naród zwłaszcza, że w hierarchii rosyjskich odznaczeń polski krzyż zajmował dalekie miejsce, po wszystkich rosyjskich orderach i medalach. Interesujące uwagi na ten temat znajdziemy w ciekawym opracowaniu Krzysztofa Filipowa  pt.  „Order Virtuti Militari 1792-1945” wyd. Bellona, Warszawa 1990 r.

Za wyróżnienie się w walkach na polskim froncie nadawano oczywiście rosyjskie odznaczenia już istniejące i dopiero poszukiwania w archiwach dałyby informację, za jakie czyny je przyznano.  Ilustracją jest – namalowany w 1832 roku – portret żołnierza E. Jekimienko z Siemianowskiego pułku gwardii. Wg podpisu portretowany żołnierz otrzymał krzyż i medal za udział w polskiej kampanii w 1831 roku.

Natomiast w 1832 roku ustanowiono medal za polską kampanię 1831 – „za polskij pochod 1831” i nadano go powszechnie uczestnikom wojny, choć w tekście rosyjskiego autora znajduje się także stwierdzenie o nadaniu medalu: ”za wzięcie atakiem Warszawy”. Ten medal występuje na wielu przedstawionych portretach. Znakiem jego jest srebrny medal na wstążce w barwach VM. Nie widziałem takiego odznaczenia w naturze, a chyba ze względów oczywistych, nie jest ono zbyt popularne wśród polskich falerystów, ale jeżeli ktoś ma, to miejsce na stronie Stowarzyszenia czeka.

Przy okazji poszukiwań związanych z wojną w latach 1830-31, znalazłem informację o odznaczeniach nadawanych „za szturm Pragi w 1794 roku”, w postaci krzyża srebrnego dla oficerów i medalu brązowego (kształt rombu) dla niższych stopni. Krzyż i medal noszono na wstążce „georgiejewskiej” – odznaczenia św.Jerzego. Medal widoczny jest na portrecie barona Drisena z Inflant i jeżeli malarz-portrecista był dokładny – a chyba tak – to na widocznej stronie medalu  znajduje się stylizowana litera E pod zamkniętą koroną. W literę wkomponowano rzymską cyfrę II – chodzi oczywiście o cesarzową Katarzynę II (1729-1796, panowała od 1762 roku). Zaczep wstążki znajduje się w jednym z narożników rombu. Powtórzę – nie widziałem w naturze.

Uwaga. Zamieszczone kopie portretów pochodzą ze wspomnianej rosyjskiej książki, służą wyłącznie do celów edukacyjnych w pracy Stowarzyszenia i oczywiście nie mogą być wykorzystywane.

Uwagi poświęcone odznaczeniom wroga nadawanym za walkę z polskim wojskiem sformułowałem zainspirowany pracą Kolegi „GK” – pozdrowienia. Niewątpliwie jakąś „zasługę” w tej mierze ma panująca zaraza, ale nie kryję, że zamieszczając ten tekst, liczę na efekt zwrotny. I jeszcze jedna uwaga, tym razem pod swoim adresem: książkę o mundurach rosyjskich przeglądałem wielokrotnie – mam ją od 1989 roku – ale teraz, kiedy szukałem konkretnych elementów, miałem wrażenie, że trzymam ją w ręku po raz pierwszy. Ilustracją do takiego stwierdzenia miedzy innymi jest „odkrycie” portretu inflanckiego barona z medalem za szturm Pragi. Jestem przekonany, ze wszyscy kolekcjonerzy mają takie „odkrycia” przed sobą.

Maciej Prószyński

Kwiecień 2020 r.            


O „wojskowych” kartach pocztowych słów kilka

Pocztówki, karty pocztowe, odkrywki czasem zwane także widokówkami ze względu na obrazek krajobrazowy na awersie. Ich tematyka jest różnorodna – z okazji Świąt Wielkiej Nocy zamieściliśmy przykłady kart pocztowych przedstawiających „wojskowe” Święta na przestrzeni kilkudziesięciu lat – do 1939 roku.

W związku z licznymi pytaniami wypada sięgnąć do historii karty pocztowej będącej swoistym łącznikiem pomiędzy członkami rodziny, znajomymi i przyjaciółmi, których los rzucił w różne strony. Tak było, a obecnie tak zwane młode pokolenie w większości używa do tego celu różnego rodzaju ulotnych technik elektronicznych, chociaż moja Wnuczka przesyła karty ze swoich podróży. Stosując nowoczesne środki łączności nie trzeba szukać kiosku, wydawać pieniędzy i na kartkę i na znaczki, pisać – o zgrozo – szukać skrzynki  pocztowej czy nawet poczty. Telefon jest pod ręką, robimy foto i wysyłamy. I już wszyscy są zadowoleni. Jest tylko pewne „ale” – mianowicie ulotność takiego przesłania i jego krótkotrwałość. Po krótkim czasie przykrywają je inne wiadomości, z czasem oczyszcza się skrzynkę i widok jakiegoś miasta czy przyjacielskie pozdrowienia idą w przysłowiowy eter. Żeby nie było nieporozumień – nic nie mam przeciwko nowoczesnym środkom komunikacji między ludźmi, tylko chcę uprzytomnić stan obecny. Młodzi ludzie żyją szybciej, bardziej doraźnie i jeszcze nie mają „nic za sobą” – czas na wspomnienia przyjdzie.

I po tym wstępie możemy wrócić do pocztówek, które czasem jeszcze tkwią w rodzinnych domach, w starych babcinych czy maminych albumach, można je spotkać na turystycznej drodze w formie wspomnianych widokówek, starsze trafiają się w antykwariatach czy na wystawach kolekcjonerskich. Pytanie – od kiedy pocztówki towarzyszą społeczności zazwyczaj budzi zadumę pytanego, a odpowiedź jest mieszaniną wiedzy i domysłu, z przewagą tego drugiego. No to coś podpowiemy, chociaż nie będzie to finalnie jednoznaczne.

Pewne jest, że „karta pocztowa”, jako forma korespondencji pojawiła się powszechnie w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX stulecia. Podkreślam słowo powszechnie, czyli już istniała w świadomości ludzkiej, głównie rodzinnej i przyjacielskiej. Natomiast pierwsze karty pocztowe – oczywiście nie w znanej nam formie – podobno pojawiły się w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Są tropy wiodące do Wiednia w 1869 roku, inne do niemieckiego drukarza z Oldenburga około roku 1870, a jeszcze inne do Paryża, oblężonego przez Prusaków podczas wojny 1870-71. Jak widzimy początek był w odległych miejscowościach, ale w zbliżonym okresie. Zapewne forma ówczesnych przesłań była inna, aniżeli ta ukształtowana z biegiem lat  przez tradycję i urzędowe decyzje. Warto wspomnieć, że długo zaporą dla wprowadzenia kart pocztowych do obiegu był przepis o tajemnicy korespondencji, wprowadzony i konsekwentnie utrzymywany przez międzynarodową organizację pocztową – „Union Postale Uniwersale”. Taki nadruk w języku francuskim musiał figurować po roku 1878 na kartkach pocztowych w obiegu międzynarodowym. Chociaż dla prawdy należy podać, że ta reguła nie zawsze był przestrzegana w obiegu krajowym. I jeśli chodzi o kolejny nadruk urzędowy, to na kartach umieszczano nazwę pocztówki we francuskiej wersji językowej, czyli „Carte postale” i w języku kraju pochodzenia, a także adresata. Z tego okresu pochodzą karty pocztowe z nadrukiem nawet w kilkunastu językach. Przypominam, ze w ówczesnym okresie język francuski był powszechny i królował na świecie, jak obecnie angielski.

Ustalono także wówczas wymiary karty pocztowej na 14 cm długości i 9 cm szerokości. No i jeszcze jedna reguła, będąca obecnie doskonałym znakiem rozpoznawczym okresu pochodzenia karty – na jednej stronie, nazwijmy ją awersem było miejsce wyłącznie na adres, natomiast na drugiej – rewers – był zazwyczaj jakiś rysunek, zajmujący prawie całą powierzchnię. Z reguły na korespondencję było bardzo mało miejsca. Znam kartki, na których pod rysunkiem napisano tylko datę i imię nadawcy, gdyż nic innego się już nie zmieściło, a przestrzeń na drugiej stronie była z przyczyn formalnych niedostępna. Tam natomiast, gdzie rysunek zajmował tylko część karty tekst lokowano wokół niego, wykorzystując miejsce. Przypominam, że wówczas ludzie posługiwali się piórami ze stalówką i atramentem, a w szkołach powszechnie uczono kaligrafii. Obecnie takie wyczyny epistolarne, jakie obserwujemy na dawnych kartach pocztowych byłyby niemożliwe.

Reguła „strony adresowej” – skrupulatnie przestrzegana, pod rygorem wycofania karty z obiegu – obowiązywała do 1904 r., kiedy tę część karty podzielono graficznie na połowy, przeznaczone na adres i na korespondencję. Przykłady takich kart wydrukowanych przed 1904 i w okresie późniejszym zamieszczamy.

 

Jeżeli zatem mamy w ręku dawną kartę pocztową i korespondencja jest na jednej stronie z rysunkiem, a adres na drugiej, to znaczy, że pochodzi ona sprzed 1904 roku.  Świadomie używam określenia „rysunek” (obraz), ponieważ pierwsze karty były swoistymi dziełami sztuki, wykonywanymi przez artystów-malarzy na zamówienie wydawcy czy drukarni. Były to scenki rodzajowe, widoki, przesłania świąteczne etc – zawsze namalowane. Karty fotograficzne pojawiły się z czasem, kiedy ta forma korespondencji stała się całkowicie powszechna. Na przestrzeni ponad dwudziestu lat karty pocztowe zadomowiły się we wszystkich krajach europejskich, a stąd uzyskały „mandat” światowy. Podobno w okresie przed 1914 rokiem w Europie w obiegu były miliony – tak miliony, to nie jest pomyłka – krążących od przysłowiowej Lizbony do Moskwy. Rekordy przesłań bili Niemcy. Z tego okresu pochodzi dowcip, przekazywany przez filokartystów – czyli kolekcjonerów kart pocztowych – na temat zachowania mężczyzn różnych nacji, uczestniczących w katastrofie kolejowej. Francuz oczywiście nagabuje konduktorkę, Anglik oczekuje podania herbaty, a Niemiec siada w cichym kącie i wypisuje karty pocztowe. Istotnie najwięcej kart wysyłano w ówczesnym Cesarstwie Niemieckim.

I wojna światowa zakłóciła życie społeczne w całej Europie, ale poczta funkcjonowała i kartki pocztowe z domu do syna czy ojca w okopach kursowały ze zdwojoną częstotliwością. W drugą stronę, czyli z okopów do domu także i to właśnie te głównie pozostały w rodzinnych pamiątkach. Do rzadkości należą kartki przechowane przez żołnierzy, z reguły ulegały one zniszczeniu z przyczyn naturalnych.

Pomijając rozważania na temat długich lat historii trzeba wspomnieć, że z biegiem czasu karty tzw. artystyczne ustępowały pola kartom fotograficznym. Pozostawały w dotychczasowej formie graficznej, jako karty okolicznościowe – świąteczne, imieninowe itp. –  natomiast architektura pojawiała się już tylko w formie fotografii. Rozwój turystyki w drugiej połowie XX wieku przyczynił się oczywiście do utrwalenia tej formy korespondencji. Podróżnicy- rekordziści wysyłali po kilkadziesiąt widokówek do znajomych, czasem z życzliwej pamięci, a czasem – niestety – ze zwyczajnej pychy – „patrzcie, gdzie ja jestem”. Tak było do czasu upowszechnienia Internetu i rozwoju mediów elektronicznych. Chociaż istnieje liczna grupa ludzi nadal hołdująca tej formie kontaktu z bliźnimi z okazji podróży wakacyjnych czy świąt. Oby jak najdłużej, bo przecież do kart pocztowych można wrócić po latach i snuć miłe wspomnienia.

No dobrze, to było w dużym skrócie i uproszczeniu o historii kart pocztowych, ale my jesteśmy członkami Stowarzyszenia zajmującego się badaniem historii wojskowości. A więc teraz pora na tematykę militarną.

Wojsko – we wszystkich krajach europejskich – było widoczne na pocztówkach praktycznie od początku ich istnienia, jako formy korespondencji. W ostatniej dekadzie XIX wieku, a właściwie do roku 1914 wojsko cieszyło się wielkim uznaniem społecznym we wszystkich państwach. To był wspaniały okres pokoju w Europie liczący kilkadziesiąt lat, a wiadomo, że w czasie pokoju wojsko pięknieje, zyskuje na znaczeniu, staje się wszechobecne w życiu politycznym i społecznym. Człowiek w mundurze był widoczny na ulicy, w kawiarni, na przyjęciach rodzinnych. Mało tego, modne stało się wychowywanie młodych chłopców w duchu militarnym. Ubierano ich w mundury wzorowane na ojcowskich, „zbrojono” w szable, bagnety i karabiny wzorowane na broni dorosłych, tylko pomniejszonej. W ówczesnej wrażliwości społecznej szabla w rękach dziecka, była zabawką, a nie bronią. O właściwym przeznaczeniu tego narzędzia, już wszyscy zapomnieli, bo kolejne roczniki młodych ludzi szły do wojska i wracały całe i zdrowe po kilkuletniej męskiej przygodzie. Leży przede mną wspaniały album – „Imperial German Edged Weaponry” tom III, w którym kilkadziesiąt stron poświęcono małym „ułanom, kirasjerom, dragonom” etc i ich broni w latach przed 1914 r.  Wówczas byli wyspecjalizowani producenci takiej „broni”, a obecnie są kolekcjonerzy specjalizujący się w tej dziedzinie.

W takiej atmosferze społecznej wojsko musiało znaleźć się na pocztówkach. Tematyka różnorodna – np. w czasach pokoju prezentowano mundury – historyczne i aktualne – różnych formacji „naszego” wojska, a szczególną ku temu okazją były zmiany. Dla spopularyzowania nowych mundurów wydawano serie kart pocztowych prezentujących nową formę i obecnie są one źródłem wiedzy, gdyż nie zawsze mamy dostęp do ówczesnych przepisów mundurowych. .

Na kartach pocztowych znalazły się także mundury historyczne, czasem z notkami dotyczącymi wydarzeń, w jakich przed laty określona formacja występowała. W tych ramach mieszczą się kartki prezentujące mundury armii europejskich podczas wojen napoleońskich. Przypominam, że wydarzenia z tego okresu można było nazwać wojną światową, bowiem toczyły się także na kontynencie amerykańskim i afrykańskim, chociaż głównie w Europie. Rok 1912 i 1913 dla państw centralnych, a głównie Niemiec był czasem przygotowywania się do wojny, czemu służyło odtwarzanie historii, także na kartach pocztowych, mających olbrzymi zasięg propagandowy. Rosja – chyba z tych samych względów – uroczyście czciła swoje zwycięstwo w 1812 roku. A Francja podjęła wielką pracę przestawienia mundurów różnych formacji napoleońskich. Tę serię liczącą kilkaset pozycji wydawano w okresie kilkudziesięciu lat, a autorami byli uznani artyści-bataliści odtwarzający sylwetki żołnierzy na podstawie przekazu z epoki i przepisów mundurowych. Nawiasem mówiąc te olbrzymią pracę kontynuowano, aż do czasu II wojny, prezentując armię z lat 1914-1918 i w okresie pokoju.

To są tylko przykłady, a takich publikacji było wiele, praktycznie we wszystkich ówczesnych państwach. Tamta mapa Europy była inna, aniżeli obecna.

Niejako drugim nurtem tematycznym była powszechna satyra skierowana na wojsko i jego obyczaje, czasem zjadliwa i kpiarska, ale na ogół życzliwa, choć obecnie znając drażliwość niektórych decydentów poszczególne przekazy rysunkowe mogłyby wywołać sprzeciw. Najwięcej kart pocztowych o takiej tematyce ukazywało się w monarchii austro-węgierskiej, słynącej z tolerancji.

Wspomniałem o powszechnym kwitowaniu stulecia wojen napoleońskich. Wówczas na pocztówkach ukazało się bardzo wiele reprodukcji dzieł artystycznych poświęconych Napoleonowi, jego bliskim i przeciwnikom, ludziom z epoki, obrazów batalistycznych, pomników architektury. Wydawano takie karty pocztowe zwłaszcza w Niemczech, Austro-Węgrzech i Rosji, ale nie tylko tam.

Szczególny okres w życiu społecznym przyniosła wojna 1914 roku. Miliony ludzi oderwanych od rodzin ruszyło w świat sobie nieznany, czasem w pierwszą w swoim życiu podróż, z której mieli nie wrócić. Zostały rodziny czekające wiadomości, a nie było takich środków komunikacji, jakie są obecnie. Były pocztówki, a drukarze i lokalni fotografowie szybko zrozumieli, jaki interes przed nimi. Obok kart artystycznych pojawiły się fotograficzne, wykonywane np. dla miejscowego garnizonu przed jego wymarszem. Często spotykamy fotografie indywidualnych żołnierzy, mające formę – nawet stosowny nadruk – karty pocztowej, gotowej do przesłania. Po uważnym obejrzeniu można gdzieś znaleźć kolejny numer, co ułatwiało fotografowi identyfikację obiektu, bo przecież fotografował z reguły przynajmniej kilkuset żołnierzy. W renomowanych wydawnictwach publikowano serie pocztówek barwnych, na których z reguły był jakiś akcent patriotyczny i oczywiście „nasi” żołnierze. Malarstwo, to z reguły dzieła domorosłych artystów – ale nie brakuje i „dobrych” nazwisk – przedstawiających bitwy w stylu „nasi zwyciężają, oni uciekają”. Kartki wysyłane z okopów noszą oczywiście pieczęć cenzury wojskowej, często z nazwą formacji i jednostki.

Niestety masowe zapotrzebowanie na karty pocztowe przyczyniło się do zubożenia ich formy graficznej i jakości. W okresie pokoju karty wykonywano na kartonie – z reguły były to przynajmniej trzy, a czasem cztery i pięć warstw papieru. Jednak drukarze i ich pomocnicy poszli do wojska, a istniejące warunki nie pozwalały na należytą staranność wykonania. Ponadto wszystko działo się pod presją czasu, a ten warunek doskonale był wypełniony przez kartę na papierze fotograficznym. Stosunkowo często uzupełniano obraz fotograficzny przez ręczne podmalowywanie wybranych fragmentów.

Na temat wojennej korespondencji w latach 1914 – 1918 i jej śladów kolekcjonerskich można napisać przysłowiowe tomy, a ten tekst jest tylko sygnałem.

W okresie międzywojennym na kartach pocztowych rozwijało się malarstwo historyczne – batalistyka, portrety – czasem satyra i życzliwe prztyczki, okazjonalne przesłania świąteczne z motywem wojskowym.

W Polsce obecnie rzadziej można napotkać motyw wojskowy na karcie pocztowej – czasem jest sprzęt pancerny, samoloty bojowe, okręty. Odważniejsze wydawnictwa drukują małonakładowe serie sylwetek w mundurach historycznych, a np. na Targach Ksiązki Historycznej w 2019 roku kupiłem zestaw polskich sylwetek mundurowych z wojny 1792, opublikowany przez wydawnictwo z Białorusi. Zestawy pocztówek prezentujących mundury historyczne są nadal publikowane w Wielkiej Brytanii.

I ostatnie uwagi. Gromadzenie kart pocztowych o określonej tematyce, to olbrzymie wyzwanie i pole do popisu dla kolekcjonera.  Przykładowo przywołam karty pocztowe dotyczące wydarzeń historycznych np. „Napoleon i Jego epoka”, „Powstanie Listopadowe”, „I wojna światowa”, karty mundurowe (sylwetki w różnorodnych mundurach), karty świąteczne z akcentem wojskowym, motywy religijne w życiu wojska, karty z cyklu „ułan i dziewczyna”, satyra wojskowa. To wszystko można odszukać na giełdach i targach kolekcjonerskich, antykwarycznych i internetowych. Ceny są różnorodne – czasem niestety szokujące – i nie ma potrzeby rozwodzenia się na ten temat, ponieważ kolekcjoner, gdy sobie coś upatrzy i chce to mieć, to mieć będzie. Znam to autopsji. Życzę sukcesów w tej i innych dziedzinach.

W czasie zarazy, 16 kwietnia 2020 r.

Maciej Prószyński

[MP©2020]


Życzenia świąteczne w wojskowym wydaniu

Poniżej prezentujemy karty wydane z okazji Świąt Wielkanocnych w języku polski. Jak widać akcent wojskowy był dość popularny – z pewnością bardziej niż dzisiaj, a także nie brakuje im humoru.

       Karty pocztowe wydane w latach 1903 – 1909

  Karty pocztowe wydane w latach 1910 – 1912

  Karty pocztowe wydane w latach I wojny światowej

 

  Karty pocztowe wydane w okresie międzywojennym

Wszystkie karty pochodzą z kolekcji Pana Macieja Prószyńskiego (SKMDMP)

 


NAMIASTKA ZEBRANIA KLUBOWEGO

Przez pierwsze 20 lat istnienia Klubu na zebraniach tzw. towarzyskich (lub klubowych) wymienialiśmy opinie przede wszystkim o publikacjach, konserwacji i przedmiotach z naszych kolekcji. Ten rodzaj wymiany wiadomości zaniknął jednak na skutek zmiany warunków zewnętrznych (temat to na osobną analizę), a w następstwie i same zebrania. Czy powrócą – wiele wskazuje, że tak – choć w innej już postaci i formule. Ale zobaczymy. Może ich elementem stanie się nasza strona internetowa.

 

Podstawą naszych badań i rozważań powinien być oryginalny przedmiot – najlepiej jeśli są szanse na ustalenie jego atrybucji personalnej.

Tym razem nie czekając na okrągłą rocznicę lub czyjś sygnał (czyli zachowania się jak psy prof. Pawłowa) przedstawiamy dokument potwierdzający nadanie orderu za bitwy pod Wawrem i Olszynką Grochowską – ale po stronie wroga.

 

 

Tłumaczenie utrzymane jest w stylu podobnych dokumentów wydawanych w tym czasie po polsku przez administrację Królestwa Polskiego. Podaję dwie wersje z myślą, że jeśli wzbudzą zainteresowanie – będzie dobra okazja do dyskusji o różnicach na zebraniu klubowym.

 

Uwagi i komentarze.

1) Dokument jest oryginalny – druk i rękopis form. 350 / 220 mm. na karcie złożonej, w dobrym stanie, brakuje jednak suchej pieczęci, po której pozostały resztki laku łączącego ją z dokumentem.

2) Kokarda na wstążce Orderu św. Włodzimierza IV klasy, o której mowa w treści, oznaczała w 1831 r. nadanie za zasługi bojowe lub waleczność ale nieco niższej rangi niż wymagane do sławnego i rzadko przyznawanego Orderu Wojennego św. Jerzego.

3) Dokument wymienia datę, okoliczności i rodzaj nagrodzonych zasług. Potwierdzenia nadań naszego Orderu Virtuti Militari nie zawierały takich informacji.

4) Warto zwrócić uwagę na formę treści dokumentu, ilustrującą istotę monarchii. Władca jako właściciel państwa (i wielki mistrz wszystkich orderów) zwraca się bezpośrednio do swego poddanego, którego zechciał odznaczyć. Kapituła Orderów pełni rolę administracyjną.

5) Por. Mitkiewicz służył w Sztabie Generalnym Gwardii gdzie zdecydowanie łatwiej było uzyskać awanse i ordery, lecz sformułowanie, że znajdował się pod ogniem nieprzyjaciela pozwala przypuszczać, że pełnił, jeśli zachodziła taka potrzeba, rolę adiutanta utrzymującego bezpośrednią łączność z jednostkami podczas bitew.

6) Nagroda nastąpiła w krótkim czasie po zasługach, jeszcze w czasie trwającej wojny.

7) W polskich opracowaniach osoba Jana Mitkiewicza wymieniana jest raczej w kontekście jego wieloletniej służby urzędniczej w Warszawie (Zob. PSB T. 21 oraz podsumowanie w internecie: Marek Jerzy Minakowski, Wielka Genealogia Minakowskiego). Dalej podam głównie informacje o jego służbie wojskowej, bliższe naszym zainteresowaniom a zaczerpnięte z jego stanów służby, dokumentów emerytalnych i innych – wszystkie ze zbiorów prywatnych. Zawierają owe dokumenty wiele, nawet ciekawych, szczegółów o udziale Mitkiewicza w walkach, funkcjach, obowiązkach i nagrodach (nierzadko pieniężnych), które tutaj pominę.

8) Mitkiewicz Jan (Iwan syn Włodzimierza), grekokatolik. Późniejszy stan służby wymienia wyznanie prawosławne, ale z powodu zmian prawnych dot. religii (grekokatolików przyłączono do cerkwi prawosławnej drogą administracyjną).

Pochodził ze szlachty gub. czernihowskiej pow. horodnickiego.

Urodzony w r. 1801 (lub 1802). [Wspomniane źródła podają datę 11.12.1804]

Po ukończeniu miejscowego gimnazjum rozpoczął służbę wojskową 7.12.1818 – według jego słów: „w siedemnastym roku życia” – jako podchorąży w Ołonieckim pułku piechoty.

12.03.20 mianowany chorążym (po ukończeniu 18 lat).

27.04.23 —- „ —-      podporucznikiem.

1824 przeniesiony z pułku Ołonieckiego do Świty JCW – kwatermistrzostwa.

3.04.27 mianowany porucznikiem.

1828 – 1829 uczestniczył w wojnie z Turcją.

17.10.29 przeniesiony do Szt. Gen. Gwardii za zasługi podczas wojny z Turcją.

1830 – 1831 udział w wojnie z Polakami.

14.11.31 mianowany sztab kapitanem za bitwę pod Ostrołęką.

18.05.32 —- „ —– kapitanem Szt. Gen.

22.10.32 przeniesiony do służby cywilnej z podniesieniem czynu.

6.06.33 mianowany radcą dworu. Do końca służby związany był z pocztą piastując różne stanowiska – choćby naczelnika Głównego Nadwornego Urzędu Pocztowego w Warszawie.

 

Karierę urzędniczą przedstawiają dostępne opracowania. Warto podkreślić, że w 1839 r. ożenił się z Antoniną Nowicką wyznania rzymsko – katolickiego. Był właścicielem domu w Warszawie gdzie przeniósł się na stałe z gub. czernihowskiej. Zapisany też został do nowej szlachty Królestwa Polskiego.

Na emeryturę odszedł w r. 1841 po 23 latach służby wojskowej i cywilnej otrzymawszy czyn radcy stanu, jednak na początku lat 60 miał funkcję doradcy w zarządzie poczty w Warszawie. Z dokumentów można wnioskować, że rodzina jego uległa polonizacji.

 

O. o. o. w kolejności nadania:

św. Anny III kl. z kokardą (1829 za odwagę pod. m. Kulewcze i w innych walkach przeciw Turcji),

św. Włodzimierza IV kl. z kokardą (1831 za bitwy pod Wawrem i Olszynką Grochowską),

Złota Szpada z napisem „za odwagę” (1831 za szturm Warszawy),

Znak Honorowy za XV lat nienagannej służby (1836),

św. Stanisława III kl. po reformie orderowej liczony jako II kl. (1838 za służbę cywilną),

św. Anny II kl. (1840 za służbę przed odejściem na emeryturę).

 

Medal za wojnę z Turcją 1828 – 1829,

Medal za zdobycie Warszawy szturmem 1831,

Polski Znak Honorowy za cnoty wojenne (1831).

 

Ordery i odznaczenia wg starszeństwa orderów i klas:

św. Anny II kl.- noszony na szyi,

św. Włodzimierza IV kl. z kokardą,

św. Anny III kl. z kokardą,

św. Stanisława III kl. Ale po reformie orderowej liczony jako II kl. i noszony na szyi, czyli pod

orderem św. Anny II kl.

Złota Szpada z napisem „za odwagę”,

Znak Honorowy za XV lat nienagannej służby. Noszony po lewej stronie poniżej ord. i medali.

Medale (w kolejności jak wyżej podane).

 

Tarcza na rękojeści szpady urzędnika z herbem Królestwa Polskiego w wersji po 1815 r. (Orzeł polski na piersiach rosyjskiego). Mosiądz złocony. Przedmiot, niestety bez atrybucji personalnej, jest ciekawostką samą w sobie i może być raczej odniesieniem do służby cywilnej Mitkiewicza. On sam nosił najprawdopodobniej swoją szpadę nagrodową, która była w istocie odznaczeniem.

[GK©2020]


Polecamy! Pozwolenie na broń – 180 lat temu!

Niniejszym zamieszamy tekst źródłowy, opracowany na podstawie dokumentu z epoki. Czytając go, porażająco uderza jego aktualność i

pozwala w pełni wczuć się w problem pisarza Kosko. ⇒Pozwolenie

Tekst jest oryginalny, obok dla czytelności przepisano go i opatrzono uwagami oraz niezbędnymi przypisami.

[GK©2020]


Szable Niepodległości  – Janusz Jarosławski

Zaplanowane spotkanie z autorem kolejnej książki o szablach związanych z WP w XX wieku niech będę okazją do kilku refleksyjnych myśli.  Tym bardziej jest to warte uwagi, gdyż biorąc pod uwagę, że zainteresowanie szablami wśród koleżeństwa SKMDMP jest wręcz powszechne – na rożnym poziomie, ale jednak – temat tej broni białej w ostatnich latach nie był częstym przedmiotem referatu – ostatnia prelekcja wygłoszona przez Pana Jana Januszka (gość) – o szabli wz 34 (Szabla wz. 34 – oryginał, czy falsyfikat) w styczniu 2018. Wcześniej był wykład kol. Grzegorza Krogulca  O pierwowzorze szabli wz. 21 – wygłoszony 17.04.2000 (!). Jeszcze wcześniejszy odczyt wygłoszono w 1982 (Zygmunt Bielecki – Złota szabla). Odczyt na temat szabli mamy w Klubie średnio co 18 lat !

Czy to dlatego, że o szabli XX wieku już wszystko wiadomo? Czy nic nie zostało do zbadania? Czy zadowalamy się posiadaną już wiedzą? Czy kolekcjonować to znaczy tylko posiadać?

Mimo bardzo pokaźnej bibliografii, dość regularnie ukazują się nowe książki o tej tematyce na polskim rynku księgarskim. Publikowane są również, artykuły w prasie, informacje na stronach internetowych. Analogiczna sytuacja jest z bagnetami (choć ten temat był przedmiotem referatów w Klubie kilkanaście razy), gdzie na brak nowych publikacji nie można narzekać. Czy ukazujące się pozycje są jednak efektem badań źródłowych, poszerzających istotnie wiedzę, czy kolejnym katalogiem zbiorów – z mniej lub bardziej szczegółowymi fotografiami? Czy mogą stanowić nowy choćby przyczynek, czy tylko ozdobę domowej półki.  Niech dowodem na te wątpliwości będzie szabla wz. 34 – zdecydowanie najsłynniejsza, wręcz mityczna szabla żołnierza polskiego w XX w., a jednocześnie przedmiot pożądania wszystkich kolekcjonerów białej broni tego okresu. Mimo bardzo szerokiego zainteresowania i opublikowania na przestrzeni wielu lat kilku artykułów brak jest monografii tej szabli! Poważnej opozycji książkowej taktującej o historii jej powstania, produkcji, odbiorach technicznych, odmianach, użytkowaniu, przydziałach do jednostek, zaletach, wadach, opiniach, porównywaniu z innymi szablami, kolekcjonowaniu, rynku, kopiach i fałszerstwach itd. Kilkusetstronicowa pozycja tylko o tej szabli nie byłaby wcale nierealną. Pytanie o monografie można mnożyć do praktycznie wszystkich „kultowych”militariów polskich. Jako wyjątki można wymienić – hełm wz 31 (choć może nie do końca) i Krzyż Walecznych oraz publikacje ŚP pana Wiesława Słupczyńskiego – wszyscy autorzy związani w swojej karierze z Naszym Klubem.

Miejmy nadzieję, że rozmowa z Panem Januszem Jarosławskim – autorem kilku książek o szablach poszerzy nasze horyzonty, a może i odniesie się do powyższych myśli.

Jako zadośćuczynienie za powyższe dywagacje zamieszamy kilka fotografii potwierdzających różnorodność tej broni w WP w latach 1918 – 1939. Fotografie pochodzą z kolekcji Bartosza i Macieja Prószyńskich. Bardzo dziękujemy za udostępnienie i prosimy o poszanowanie praw własności – dlatego zastrzegamy, że reprodukcja bez zgody ich właścicieli jest zabroniona!

 

SZABLA  WZ 1848 ARTYLERIA PRUSY/NIEMCY

ARTYLERZYŚCI KONNI LATA DWUDZIESTE

9 PUŁK STRZELCÓW KONNYCH, KOP

SZABLA FRANCUSKA WZ 1822

 
ARTYLERZYŚCI I STRZELCY KONNI (NA OSTATNIM ZDJĘCIU TAKŻE SZABLA WZ21)

SZABLA ROSYJSKA WZ. 1881 TZW. DRAGONKA Z OKUCIAMI DO BAGNETU

WCZESNE LATA DWUDZIESTE

SZABLA POLSKA WZ. 17

 

UŁAN I SZWOLEŻER WCZESNE LATA DWUDZIESTE

SZABLA POLSKA WZ. 21

19 PUŁK UŁANÓW, ARTYLERZYŚCI KONNI, 1 PUŁK STRZELCÓW KONNYCH, 6 PUŁK STRZELCÓW KONNYCH

 

SZABLA POLSKA WZ 34

6 PUŁK STRZELCÓW KONNYCH

 

[MG©2020]